środa, 20 kwietnia 2016

Rozdział 14

To chyba stanie się moją tradycją, ale przepraszam, że tak późno. ;-; Byłam poza domem bez laptopa i nie miałam jak pisać. :/
_____________________________________________________________________
Doctor stracił oddech na kilka chwil i wpatrywał się w Amy, z szeroko otwartymi oczami. Przełknął szybko ślinę i zamknął oczy, by spokojnie to przemyśleć.
- Amy, co tam się wydarzyło? - spytał bardzo powoli, chwytając mocniej jej dłoń. Zauważył, że uciekała wzrokiem na boki, więc złapał ją za podbródek i delikatnie zmusił, żeby na niego spojrzała. - Spokojnie. To tylko ja, a wszystko co powiesz zostanie między nami, zgoda? - spytał i uśmiechnął się niewesoło. Dziwił go fakt, że dziewczyna nie płakała. Westchnął cicho, zdając sobie sprawę, że była już w pełni dojrzała. Wprawdzie oddychała szybciej niż zwykle i pobladła lekko, ale nie pokazywała już całą sobą swoich emocji.
- Zgoda - przytaknęła Amy, czując suchość w ustach. - B-byliśmy w jakimś pomieszczeniu i szukaliśmy ciebie. J-ja usłyszałam głos w głowie. Nie mam pojęcia czyj był. Wypominał mi wszystkie błędy, które popełniłam, wszystkie sprzeczne uczucia. Próbowałam z nim walczyć, ale w końcu po prostu przestałam go słuchać. Wtedy powiedział, że to nieładnie i poczułam jakby ktoś uderzył mnie z całej siły w głowę. Upadłam i chciałam się podnieść, ale wtedy pojawiły mi się przed oczami obrazy... Dokładnie takie jak twoje - dziewczyna zrobiła przerwę, by skupić myśli, a Doctor mocniej złapał ją za dłonie. Przeraził się na jej słowa. On ledwo to wszystko wytrzymywał, a co dopiero młody człowiek. Patrzył ze współczuciem na Rudą, ale nie przerywał jej. - Te, które widziałeś za cmentarzem. Tylko, że czułam się jakbym to ja była tobą. Czułam twoje uczucia, słyszałam twoje myśli. Zupełnie jakbym była w twojej głowie. Zaczęłam krzyczeć i rzucać na boki, próbując to powstrzymać, a Rory chciał mi pomóc. Podbiegł i próbował mnie złapać, uspokoić. Odepchnęłam go, nieświadomie! Wtedy on... upadł na kant ściany. Uderzył w niego głową i przestał się ruszać. Nagle wszystkie wizje zniknęły, a ja zostałam z nim. Martwym. Uciekłam, tak po prostu! Nie pomogłam mu!
Po tych słowach Amy nie wytrzymała i zaczęła gorzko płakać, a Władca Czasu od razu przytulił ją z całej siły, nic nie mówiąc. Na początku chciał jakoś ją pocieszyć, ale po chwili zrezygnował i tylko trzymał ją bezpiecznie w swoich ramionach. Kiedy usłyszał, że się uspokoiła, odsunął ją tak, żeby widzieć jej twarz.
- Wszystko będzie dobrze, jestem przy tobie. Posłuchaj mnie uważnie, dobrze? - spytał powoli, a Amy przytaknęła, przecierając oczy ręką. - To nie jest twoja wina. Wyjaśnię to wszystko, obiecuję, że dowiem się dlaczego miałaś te same wizje co ja. Nie zostawię tego tak. Odkryję prawdę i przede wszystkim cię nie zostawię - pocałował ją w nos, a ona uśmiechnęła się smutno. - Ty natomiast przyrzeknij mi, że nigdy nie przestaniesz się uśmiachać.
- Przyrzekam.
Po tej przysiędze, Doctor oddał Amy swoją marynarkę i wrócili do TARDIS. Amy usiadła na krześle obok panelu, opierając stopy na krawędzi siedziska. Doctor przyniósł jej gorącą czekoladę, a sam przygotował custard i paluszki rybne. Oparł się o barierkę koło dziewczyny. Wtedy przybiegł Trzybit i zaczął się domagać pieszczot ze strony właścicieli. Wyrósł znacząco, ale wciąż był szczupły i zwinny. Do tego stał się jeszcze bardziej zadziorny niż był na początku. Ruda drapała go za uszami, a on mruczał cicho, aż w końcu ułożył się wygodnie na jej kolanach.
- Jakieś plany na najbliższy czas? - spytała Doctora Amy i uśmiechnęła się nieznacznie. Mimo to miała smutne oczy i Władca Czasu to widział.
- Co powiesz na jakąś nową planetę? - odpowiedział szatyn pytaniem na pytanie, a Ruda ochoczo przytaknęła. Mężczyzna zaczął bawić się panelem TARDIS, opowiadając jednocześnie o miejscu, w które się wybierali: - Jest tam bardzo ładnie i przyjemnie. Wręcz sielankowo, bym powiedział. Mieszkańcy są bardzo podobni do ludzi. Różnią się głównie budową wewnętrzną. W czasach, do których się wybieramy byli mniej więcej na tym etapie rozwoju, co wy w średniowieczu. Będziemy musieli się trochę dostosować. Jest tam dużo drewnianych i kamiennych wiosek i miasteczek. Do tego mnóstwo jezior, rzek, lasów, wodospadów i wszelkiego rodzaju cudów natury. W skrócie ulepszona ziemia. Co myślisz?
- Brzmi wspaniale - odparła Amy z przekonaniem i podeszła do Doctora, żeby przyjrzeć się jego poczynaniom. - Nauczysz mnie kiedyś sterować TARDIS? - spytała, przejeżdżając palcami po jednej dźwigni. Władca Czasu spojrzał na nią i roześmiał się. Rudowłosa wydawała się zdziwiona, ale w końcu sama też wybuchła śmiechem i uderzyła swojego przewodnika lekko w głowę. - Poradziłabym sobie! Proszę, chociaż spróbuj! - błagała dalej dziewczyna, aż w końcu szatyn objął ją ramieniem i wskazał na parę przycisków przed nimi.
- Mogę nawet teraz wyjaśnić ci najważniejsze podstawy. W czasie naszej wycieczki będę cię wyrywkowo pytał, co ty na to? - zaproponował, a Amy chytrze się uśmiechnęła.
- Założymy się, że ani razu się nie pomylę? - spytała, na co Doctor przewrócił oczami.
- Zakładanie się jest dziecinne! - stwierdził, ale po chwili namysłu dodał z przekonaniem i miną szczęśliwego chłopca: - To o ile?
***
Zdążyli już wyjść z wehikułu w jakiejś małej uliczce i znaleźć się na malowniczym rynku w niewielkim miasteczku, kiedy Doctor pierwszy raz spytał:
- Więc czym różnią się przycisk służący do awaryjnego hamowania od tego, który uruchamia mechanizm tłumaczący wszystkie języki? - po tym uśmiechnął się zwycięsko, widząc zamyśloną dziewczynę, ale mina mu zrzedła, kiedy ona bez zahamowania wyrecytowała:
- Przycisk odpowiedzialny za hamowanie jest dość duży, ale nie największy. Dokładnie w proporcjach 3:1 do tłumacza. Jest karmazynowy. Nie czerwony! Karmazynowy. Natomiast translator jest mieszanką niebieskiego z zielonym i ma na sobie Gallifrayański znak, w którego skład wchodzą cztery koła - jedno duże i trzy mniejsze - pięć linii i dwie kropki. Oczywiście wiem jak wygląda dokładnie, ale nie mam gdzie go teraz narysować. I jak?
- Bezbłędnie - bąknął szatyn, przeczesując ciemne włosy. Udawał chwilę obrażonego, ale już po chwili przywrócił uśmiech na twarz. Spojrzał na rozpromienioną twarz dziewczyny i jej błyszczące, kasztanowe włosy. Taką ją kochał. Szczęśliwą. - Uwielbiam twój uśmiech - wypalił, ale zdając sobie sprawę, że powiedział to za głośno odwrócił się i zaczął się przyglądać jakiemuś budynkowi. Amy na początku się zdziwiła, ale w końcu zaśmiała się cicho.
- Miło to słyszeć - powiedziała. - Wracając jednak do tematu, zobaczysz, że już za niedługo będę mogła wywieźć cię gdzieś w nocy - zauważyła i uniosła kącik ust. - Nie boisz się? - spytała cicho nachylając się do Władczy Czasu.
- W praktyce to jest trudniejsze - odparł szatyn, wzruszając ramionami. - Zresztą, kto by się ciebie bał? - zaczął się z nią droczyć. Oboje wiedzieli, że było się czego bać. Amy zgromiła go wzrokiem, ale po chwili zaśmiała się. Ich wesołe przekomarzania przerwał donośny krzyk zza bram miasta. Doctor rzucił się w tamtą stronę, a za nim pobiegła dziewczyna. Lekko zdyszani dobiegli do miejsca zdarzenia, gdzie zebrała się już spora grupka ludzi. Doctor przecisnął się przez nią i podbiegł do klęczącej na ziemi kobiety. Złapał ja za ramiona i próbował powstrzymać jej drgawki. Szybko zbadał ją śrubokrętem sonicznym i przeraził się widząc odczyty. Krzyknął do ludzi wokół, żeby się odsunęli, a on sam zaczął grzebać w kieszeniach, aż znalazł jakąś niewielką fiolkę i szybko wlał jej zawartość do ust blondynki. Po chwili ta uspokoiła się i opadła w ramiona szatyna. Ten ostrożnie ułożył ją na ziemi i spojrzał na ludzi, którzy z początku wpatrywali się w kobietę, ale po chwili zwrócili na niego nieufny wzrok.
- Spokojnie, obudzi się za jakieś pół godziny - odparł spokojnie Doctor, powoli zbliżając się do ludzi. - Zabierzcie ją w bezpieczne miejsce - dodał i podszedł do Amy. Popchnął ją w bok, z dala od ludzi, którzy próbowali bezpiecznie przenieść niewiastę do jej domu.
- Nie pomożemy im? - spytała Rudowłosa, odgarniając włosy za ucho.
- Poradzą sobie - stwierdził prędko Doctor i rozejrzał się wokół, jakby sprawdzał czy nikt ich nie podsłuchuje. Wokół nie było żadnego człowieka, ale mimo to mężczyzna nadal się rozglądał.
- Nikogo tu nie ma - odparła Amelia, próbując go pospieszyć. Mimo to on nadal się nie odzywał tylko nachylił ku niej.
- Drzewa mają uszy - szepnął i skoczył w las, znajdujący się nieopodal. Od razu jednak wrócił z niewielkim uśmiechem. - Czysto - powiedział już normalnym głosem, a tym razem to dziewczyna się ku niemu nachyliła, oczekując wyjaśnień. - Ta kobieta miała te same wizje co my. To znaczy nie identyczne, ale polegające na tym samym. Widziała swoje największe błędy i lęki. Dlatego tak dygotała. Władcy Czasu ledwo dają czemuś takiemu radę, a co dopiero ludzie. Powinniśmy stąd iść, ale...
- Musimy zobaczyć skąd to się bierze - przerwała mu Amy, przełykając ślinę.
- No nie wiem, to bardzo niebezpieczne.
- Jeśli nie dowiemy się dlaczego ludzi to spotyka, możemy dostać tego samego - zaważyła dziewczyna, a Władca Czasu pokiwał głową, unosząc kąciki ust.
- Moja Amelia. Jesteś niesamowita - odparł i szybko pocałował ją w czoło. Potem pobiegł za ludźmi do wioski, a jego towarzyszka ruszyła za nim, próbując nieudolnie dorównać mu kroku.
- Masz długie nogi - zażartowała i oboje się zaśmiali. Poczuli nagle, że dawne czasy powoli wracały. Kiedy to każda sytuacja miała dobre i zabawne strony, a oni kpili sobie z niebezpieczeństwa. Cieszył ich ten fakt. O to im przez cały czas chodziło. Żeby było jak dawniej. Oczywiście oboje też wiedzieli, że to co się wydarzyło nadal pozostanie w ich pamięci. Chociaż zapewne wiele by dali, żeby o tym zapomnieć.
Już po chwili znaleźli się w pobliżu chaty kobiety. Odczekali, aż wszyscy ludzie zostawią ją z rodziną i podbiegli bliżej, żeby zapukać. Otworzył im chłopiec z wesołymi, błyszczącymi oczami. Doctora uderzyła myśl o Lydii, ale odgonił ją najszybciej jak potrafił. Czyli wcale. Dziecko zamrugało parokrotnie, ale nie raczyło się odezwać. Władca Czasu już chciał coś powiedzieć, ale ze środka wydobył się czyiś łagodny krzyk:
- Ethan! Co ja ci mówiłem? Nie otwieraj drzwi obcym - wtedy koło chłopczyka pojawił się prawdopodobnie jego ojciec, a on schował się za nim. mężczyzna miał jasne włosy i nieprzyjemny wyraz twarzy. - Czego państwo chcą? - spytał podejrzliwie, umiejętnie zasłaniając wnętrze mieszkania. 
- Pomogłem pana... - zaczął Doctor, ale nie był pewna kim dla stojącego przed nim mężczyzny była uratowana przez niego kobieta. Spojrzał na Amy przelotnie, ale nie musiał się długo zastanawiać.
- Siostrę. Alma jest moją siostrą - dokończył za niego wysoki blondyn. Wydawał się być zmartwiona.
- Chcieliśmy zobaczyć jak się czuję - powiedział szatyn, a po chwili namysłu dodał: - i zadać parę pytań.
Mężczyzna zaprosił ich do środka ruchem ręki. Dom składał się tylko z dwóch pomieszczeń. W jednym z nich właśnie się znajdowali. Był dosyć duży, ale wydawał się mniejszy przez dużą ilość mebli i przyrządów, które się w nim znajdowały. Była tam między innymi dość prymitywna kuchnia, jakaś prowizoryczna broń, stół z krzesłami i parę łóżek. Do tego tuż pod sufitem była platforma, na której było pełno siana. Zapewne było to pożywienie dla zwierząt, bo Doctor i Amy zdążyli już zauważyć, że prawie każdy tutaj ma co najmniej jednego konia i jakieś mniejsze stworzenia typu króliki. Na jednym z łóżek leżała Alma, wciąż nieprzytomna. Władca Czasu podszedł do niej i zbadał ją śrubokrętem.
- Nic jej nie jest - stwierdził i zwrócił się do jej brata. - Możemy chwilę porozmawiać? - zapytał, a mężczyzna przytaknęła i zachęciła ich, żeby usiedli przy stole.
- Co chcecie wiedzieć?
- Przede wszystkim jak się pan nazywa? - zaczął Doctor i uśmiechnął się nieznacznie.
- Po co panu potrzebna jest ta informacja? - odparła podejrzliwie blondyn, a Amy odruchowo przekręciła oczami. Mimo to starała się być miła.
- Po nic. To pytanie było z grzeczności - stwierdziła, opadając na oparcie krzesła. Mężczyzna spojrzał na nią, jakby przed chwilą się nie odezwała, tylko kogoś zabiła. Ona uniosła lekko brwi i zwróciła wzrok na swojego towarzysza. Potem blondyn spojrzał na Doctora zadając nieme pytanie, ale on tylko zamrugał kilka razy.
- Przepraszam, czymś Pana uraziliśmy? - spytał spoglądając ukradkiem na Amy.
- Nie, nieważne. Więc skoro to nie ma znaczenia, wolę nie ujawniać swojego nazwiska.
Doctor westchnął, ale uśmiechnął się.
- Dobrze, jak Pan uważa. W każdym razie chciałbym się spytać co się działo z pańską siostrą w ostatnim czasie? - powiedział, a mężczyzna spojrzał niespokojnie na jasnowłosą kobietę.
- W zasadzie często znikała wieczorami. Zaczynałem się o nią martwić, ale zapewniała, że wszystko jest w porządku - relacjonował blondyn, a Doctor wraz z Amy kiwali co chwilę głowami. - Raz zobaczyłem ją z jakimiś dziwnymi ludźmi. Dała im pieniądze. Widziałem jak brali od niej sakiewkę.
- Wiesz kto to był? - spytała Amy, a mężczyzna znowu dziwnie na nią spojrzał. Doctor ściągnął brwi, ale powoli zaczynał rozumieć jego zachowanie.
- Wydaję mi się... W sumie jestem pewien, że to byli członkowie tej sekty - Władca Czasu nachylił się ku niemu zaciekawiony i dał znak ręką, żeby kontynuował. - Praktycznie wszyscy w mieście się ich boją i starają się do nich nie zbliżać. Dlatego, aż tak zmartwiło mnie zachowanie Almy. Zwykle starała się nie wyróżniać z tłumu. Może oni jej grozili?
- Wątpię - odparł szybko Doctor i chwilę starał się pozbierać fakty w jedną całość. Tymczasem Amy ziewnęła zakrywając usta ręką. Szatyn przeczesał sobie włosy i rozejrzał się wokół. - Moglibyśmy tutaj przenocować? Na tym sianie na przykład - wskazał na platformę pod sufitem. Blondyn mierzył go chwilę podejrzliwym wzrokiem, ale w końcu przystał na tę prośbę i sam udał się do jednego z łóżek. Doctor przepuścił swoją towarzyszkę przodem i wszedł tuż za nią po drabinie na górę.
- Uważaj na głowę - powiedział cicho schylając się pod niskim sufitem. - Wprawdzie to nie najwygodniejsze łózko, ale jest cool, nie uważasz? - dodał i oboje się zaśmiali. Amy usiadła na brzegu ze zwieszonymi nogami. Spojrzała w dół. Wprawdzie było tam do ziemi zaledwie około trzy metry, ale i tak się uśmiechnęła.
- Wyjątkowo się z tobą zgodzę, to jest cool - odparła i położyła się na sianie. - Zresztą, jest całkiem wygodnie.
Doctor też się położył i spojrzał na Rudowłosą.
- Jak uspokoić TARDIS, kiedy w coś uderzy? - spytał nagle, a ona wybuchła nie za głośnym śmiechem.
- Teraz? - spytała patrząc na niego z nutką niedowierzania i rozbawienia.
- Ostrzegałem - powiedział szatyn z kolejnym zwycięskim uśmiechem na twarzy, który zniknął równie szybko co poprzedni.
- Przeciągamy... Nie! Najpierw klikamy pięć zielonych przycisków, kolejno od najmniejszego do największego. Potem robimy trzy kroki w prawo i dopiero wtedy ciągniemy za najdłuższą dźwignię. Wtedy wszystko powinno się unormować. Jeśli nie... - Amy chciała tłumaczyć dalej, ale Doctor zakrył jej usta ręką i zrobił minę obrażonego dziecka.
- Za dobrze ci idzie - zażartował, a dziewczyna odepchnęła jego rękę od swojej twarzy. Zaśmiała się i z powrotem podniosła. Spojrzała na śpiącego blondyna,który cicho pochrapywał.
- O co mu chodziło? - zapytała, ściągając brwi. - Czemu tak na mnie patrzył? - Doctor też wrócił do pozycji siedzącej i spojrzał w tę samą stronę, a potem smutno na Amy.
- Wydaję mi się, że tutaj kobiety mają mniej praw. No wiesz, tak jak w waszej starożytności. Nie mogą zabierać głosu bez zgody swojego męża, brata, kogokolwiek - wytłumaczył powoli i przeczesał włosy ręką. - Mało feministyczna ta planeta.
- Masz racje - odparła dziewczyna nieźle zdenerwowana. - To takie idiotyczne! Mogę mówić co chcę i kiedy chcę - stwierdziła, a Doctor objął ją ramieniem.
- Oczywiście, moja droga. Po prostu nie zwracaj na to uwagi. Nie zabawimy tu nawet kilku dni - pocieszył ją. - Rozwiążemy tę sprawę i się zbieramy. Chcesz to pokażę ci pewną planetę, na której mężczyźni są mniej ważni od kobiet.
- Nie, dzięki - odparła dziewczyna rozweselona. - Ja bym odwiedziła jeszcze raz jakąś, na której już byliśmy.
- Chyba nie tę z aniołami? - spytał szatyn śmiejąc się cicho. Amelia zrobiła to samo. Wtedy to wszystko wydawało się przerażające, a teraz normalnie z tego żartowali.
- Pamiętasz jak mnie ugryzłeś? - przypomniała mu, a on wyszczerzył się, ukazując białe zęby.
- Mogę jeszcze raz - zaśmiał się i rzucił w stronę Rudej, ale zamiast ją gryźć, zaczął ją łaskotać. Ona zaś zaczęła się śmiać bez opamiętania i próbowała odepchnąć go od siebie. Uspokoili się dopiero gdy z dołu mężczyzna krzyknął do nich, że mają się uspokoić. Zagroził też, że wyrzuci ich z domu, więc od wtedy zaczęli zachowywać się ciszej.
- To był ogólnie bardzo ciekawy dzień - odparła Amy po krótkiej ciszy i uśmiechnęła się pod nosem. Przypomniała jej się każda sytuacja, która się wtedy wydarzyła. Włącznie z ich pocałunkiem. Na to wspomnienie uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a Doctor patrząc na nią uniósł wysoko brwi.
- Co cię tak śmieszy? - zapytał, ale w końcu sam zdał sobie sprawę o co chodzi i zrobił to samo co dziewczyna. - Zabawne. Mieliśmy o tym zapomnieć, a teraz się z tego śmiejemy - odparł.
- Może to powtórzymy? - Amy powiedziała to bardzo cicho i pozwoliła kosmykom jej długich włosów opaść na twarz. Doctor rozszerzył usta i zastanawiał się co odpowiedzieć, kiedy Rudowłosa zaśmiała się cicho. - Żartowałam - powiedziała, ale Władcę Czasu to nie śmieszyło. Uniósł tylko kącik ust, żeby nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Westchnął i poprawił sobie muszkę.
- Wiesz co powiedziała mi Lydia na samym początku? - spytał, a Amy odebrało mowę. Przełknęła ślinę i poczuła, że łzy napływają jej do oczu na samo wspomnienie tamtego miejsca. To było zbyt świeże, żeby z tego żartować i stracili zdecydowanie zbyt wiele. Na szczęście szatyn nie wyglądał jakby chciał żartować. Amelia kiwnęła głową na znak, że chce wiedzieć i szybko przetarła twarz rękawem. Uśmiechnęła się krzepiąco, ale bardziej dla siebie niż dla Doctora. - Pytała się dlaczego tak bardzo zależy mi na wydostaniu się z tamtego więzienia. Powiedziałem, że muszę pomóc komuś ważnemu i on na mnie liczy. Zapytała mnie wtedy o coś do czego bałem się przyznać, ale teraz jestem tego pewien. Spytała się czy kocham tę osobę, na której tak mi zależało - przerwał na chwilę i spojrzał kątem oka na Amy, która chyba chciała mu przerwać, ale powstrzymał ją ruchem ręki. - Poczekaj chwilę. Daj mi skończyć. Potem wytłumaczyłem jej, że to tak nie działa, na co ona odpowiedziała krótko i mądrze. Krótkie odpowiedzi są najmądrzejsze. Odparła, że skoro kogoś kocham to powinienem o niego walczyć. To było najinteligentniejsze dziecko jakie spotkałem, bo miało rację.
Po tych słowach spojrzał niepewnie na Amy, która wpatrywała się w niego nie dowierzając.
- Rozumiem, że tą osobą jestem ja - powiedziała czując suchość w ustach. Zdała sobie wtedy sprawę, że nie wie co czuje do Doctora. Wiedziała natomiast, że było za wcześnie. Zdecydowanie. Nie potrafiła jeszcze całkiem zapomnieć o Rory'm. Władca Czasu myślał chwilę, oddychając szybciej, aż w końcu przytaknął i chciał zacząć się już jakoś tłumaczyć. Czekał zbyt długo. Zupełnie jak mała Amelia. Nie mógł tego zepsuć. Nie mógł tego tak zostawić. Jednak nie dane mu było nic powiedzieć, bo na zewnątrz rozległ się głośny krzyk. Tym razem męski. Szatyn zjechał po drabinie w dół, a dziewczyna pobiegła za nim, wciąż lekko wstrząśnięta.
________________________________________________
Aaaaagh, jakoś mi się sam koniec w ogóle nie podoba, ale już trudno. Jak na razie to wprowadzenie do kolejnej... części. Czegoś takiego. Tak czy siak, w kolejnych rozdziałach powinno zacząć się dziać dość dużo. Więcej akcji i takie tam. Mam nadzieję, że nowy rozdział nie będzie znowu opóźniony. W każdym razie pozdrawiam tych co to czytają! :))

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 13


Przepraszam, że tak długooo, a na dodatek ten rozdział jest po prostu słaby :c Brakuje mi strasznie czasu i wydaję mi się, że kolejne rozdziały też mogą pojawiać się z opóźnieniem. Mam jednak jako taki pomysł co się może dziać dalej, więc mam nadzieje, że przeżyjecie te wypociny niżej i z większą przyjemnością będziecie czytać dalej. Ogólnie strasznie by mi zależało na jakichkolwiek komentarzach, bo wciąż nie wiem co robię źle, a co dobrze, a od tego są w końcu portale takie jak wattpad. Żaby się uczyć, więc liczę na was :D
 Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że jeszcze nie wszyscy stąd uciekli :)
________________________________________________________________
    Minęły około dwa miesiące od tamtego dnia. Doctor powoli wracał do siebie i z powrotem był wesołym i dziwnym kosmitą. Tylko często nocami nawiedzały go koszmary. Tłumaczył to sobie nadmiarem myśli. Amy natomiast próbowała się coraz częściej uśmiechać. Raz jej to wychodziło, raz nie. Czasem była po prostu jakby nieobecna. Jednak zdarzało się to coraz rzadziej, co niezmiernie cieszyło Władce Czasu. Starał się ją pocieszać, ale jak tylko poruszał temat śmierci Rory'ego, kończyło się na tym, że dziewczyna nie chciała o tym rozmawiać i zaczynała mówić o czymś innym. W sumie Doctor zastanawiał się czemu tak go to interesuje, ale nie mógł się oprzeć, żeby nie próbować poznać prawdy. W końcu jednak dał za wygraną, licząc, że Rudowłosa sama mu ją wyzna. 
    Tego dnia Doctor majstrował przy panelu TARDIS, kiedy ujrzał w drzwiach zaspaną jeszcze, ale uśmiechniętą Amy. Podeszła bliżej i oparła się o obiekt pracy szatyna.
- Jakie plany na dzisiaj? - zapytała, ziewając, na co mężczyzna także lekko się uśmiechnął. 
- W sumie... - chciał już zaproponować jakąś bardziej malowniczą planetę, ale przerwał mu telefon stojący koło niego. Odebrał prędko, mówiąc krótkie 'halo'. Uśmiechnął się szerzej, słysząc znajomy głos w słuchawce. Amelia patrzyła na niego zaintrygowana. Ostatni raz kiedy dzwonił to urządzenie, odebrał od niej Winston Churchill. Nic już nie mogło ją zadziwić. Podążała krok w krok za Doctorem, kiedy to on przytakiwał pospiesznie na słowa osoby po drugiej stronie. W końcu on się zatrzymał, a ona omal na niego nie wpadła. 
- Więc mówisz, że masz dwa bilety na wasz koncert? O, za darmo? - powiedział Władca Czasu, przeczesują ciemne włosy. Z zadowoleniem zauważył, że Amy, aż podskakuje z podekscytowania. - No to widzimy się na koncercie. Mam nadzieję, że pozwolisz mojej znajomej na spotkanie. Na pewno się ucieszy - dodał i się rozłączył. Odwrócił się, wpadając na dziewczynę. 
- Kto to był, Doctorze? - zapytała, poprawiając mu przekrzywioną muszkę. 
- Nie wolisz mieć niespodzianki? - zażartował, ale wiedział, że jak nie powie jej teraz, źle to się dla niego skończy. - Dobrze, dobrze. Lubisz Beatlesów? - nie mógł powstrzymać śmiechu, kiedy zobaczył zaskoczenie na jej twarzy. 
- Naprawdę jedziemy na koncert Beatlesów? Tak na żywo? W latach sześćdziesiątych?! - pytała szybko dopóki nie zaczęła się śmiać i podskakiwać w kółko. Doctor patrzył na nią szczęśliwy. Był prawie pewien, że w tamtym momencie nie myślała o przykrościach, które ją spotkały. Niezwykle go to uspokajało. Szczerze bał się, że Amy nie będzie już taka sama po stracie Rory'ego. Była, ale widział, że w głębi cierpiała. Na to jednak nic nikt nie mógł poradzić. 
- Do tego ich poznasz - dodał, puszczając do niej oko, po czym wskazał na drogę do jej pokoju. - Leć się przebrać. Tym razem nie wypuszczę cię stąd w piżamie. 
- Tak jest - odparła Amy i pobiegła do swojego pokoju. Doctor nie miał zamiaru ubierać czegokolwiek innego, niż nosił zawsze, więc tylko czekał. Kiedy dziewczyna pojawiła się w pomieszczeniu, ubrana w jasną koszulę i prostą spódnicę do połowy ud, uśmiechnął się szerzej. - Wyglądam dość jak dziewczyna z lat sześćdziesiątych? - zapytała, obracając się wokół. 
- Oczywiście - zapewnił Doctor, nie mogąc się nadziwić jak bardzo nie przypominała typowej samej siebie. Nie dość, że zwykle ubierała się zupełnie inaczej, to jeszcze zmieniła swój codzienny makijaż. Teraz bardziej skupiał się na oczach, przez co jeszcze bardziej zwracały na siebie uwagę. Szatyn już chciał jakoś ją skomplementować, ale powstrzymał się, przypominając o Williamsie i odpalił TARDIS. - Więc czas wyruszyć na koncert, bo się spóźnimy - zażartował z ich pierwszego spotkania. Amy zrozumiała i zaśmiała się. Nie miała mu już za złe, że wrócił dopiero po dwunastu latach. Złapała się barierek, żeby nie upaść kiedy maszyna będzie się przemieszczać. Nie trwało to długo i już po chwili mogli wyjść na zewnątrz, tuż na sam koniec kolejki prowadzącej do wielkiego budynku, w którym miał grać zespół. Ruda już chciała ustać na końcu niezwykle długiego rzędu ludzi, ale Doctor pociągnął ją za rękę obok, w akompaniamencie oburzonych jęknięć. Nawet na nikogo nie patrzył. Pokazywał wszystkim tylko swój psychiczny papier. Już po chwili odebrali bilety od jakiegoś faceta, znanego tylko Władcy Czasu i znaleźli się w środku. 
- Z tobą wszystko jest prostsze - stwierdziła dziewczyna i złapała go pod ramię. 
- Wiem - odparł Doctor wzruszając ramionami. - Chodź, zajmiemy miejsca blisko sceny, ok? - zapytał, na co Amy ochoczo przytaknęła. Po krótkiej naradzie Władca Czasu poszedł po jakieś napoje i przekąski, a dziewczyna postanowiła zostać na miejscu. Mieli jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia koncertu. 
  Spoglądała z uwagą na scenę, na której muzycy powoli zaczynali przygotowywać się do koncertu. Siedzieli w kółku i strojąc instrumenty, wesoło rozmawiali. Nagle kątem oka dziewczyna zobaczyła jakiś ruch w górze. Spojrzała w tamtą stronę, ale nic już tam nie było. Potrząsnęła lekko głową, uznając, że jej się przywidziało. Z zamyślenia wyrwał ją śmiech Doctora, który żartował z kamerzystą. Szybko jednak skończył rozmowę i podbiegł do niej. Dał jej jedną butelkę i uśmiechnął się.
- Oranżada - powiedział uradowany i wypił parę łyków swojego napoju. Amy postanowiła zostawić go sobie na później, bo nie była spragniona. 
- Znasz ich? Tak osobiście? - zapytała szepcząc i wskazując głową na zespół.
- Oczywiście - prychnął szatyn. - Znam bardzo wiele zespołów. Nie tylko tych starych - dodał i zaczął wymieniać wszystkie począwszy od lat sześćdziesiątych, co niezwykle rozśmieszyło Rudą. Doctor w końcu przerwał, widząc jej rozbawienie i sam zaczął się cicho śmiać. Nagle spod sufitu spadł jakiś worek pełen piachu. Runął na ziemie zaledwie metr od Johna Lennona. Amy pisnęła i odskoczyła do tyłu, a Doctor wskoczył na scenę i zaczął się rozglądać za sprawcą zdarzenia. Spojrzał w górę, gdzie jakieś stworzenie właśnie uciekało po metalowym belkowaniu pod sufitem. Domyślał się już co to mogło być. Przywitał się szybko z muzykami i spróbował jakoś wymijająco wyjaśnić co się właśnie wydarzyło. Potem zeskoczył ze sceny i stanął obok dziewczyny. 
- To był bardzo zabawny gatunek kosmitów. Żyją z wami na Ziemi od tysięcy lat, a wy nadal ich nie zauważyliście. Wprawdzie są bardzo słabo rozwinięte umysłową, w porównaniu z ludźmi. Trochę jak takie przygłupie małpy. Mimo to lubią sobie z was żartować - objaśnił i dopił swój napój. - Tak czy siak, jeśli nie chcemy stracić jednego z Beatlesów przed końcem ich działalności, musimy zwracać na nie uwagę. 
- Nie powinniśmy ich jakoś odgonić? - spytała zdezorientowana Amy, ale Doctor od razu zaprzeczył.
- Nie możemy. Mają takie same prawo do życia na tej planecie co wy. Poza tym zwykle nie są niebezpieczne. Po prostu czasem przesadzają z psikusami - wyjaśnił i uśmiechnął się. - Nie martw się i skup na występie, dobrze? 
Amy odwzajemniła uśmiech i zrobiła jak jej kazał. Koncert kończył się dopiero późnym wieczorem, a jako że Doctor razem ze swoją towarzyszką mieli zapewnione spotkanie z muzykami, wyszli stamtąd jeszcze później. Śmiali się i wygłupiali, żartując.
- Paul jest niezwykle romantyczny, nie uważasz? - zapytała Amy, szturchając Doctora lekko. Oboje wiedzieli, że to nie jest na poważnie. 
- Nie mnie oceniać - odparł szatyn, przeczesując rozczochrane włosy. - Za to Lennon zabawny - dodał na co oboje się zaśmiali, przypominając jego żarty. 
- To gdzie teraz? - powiedziała Rudowłosa, poprawiając swoją spódnicę. - Może się przebrać? - spytała z nadzieją, gdyż wolała swoje codzienne ubrania. 
- Tak też ci ładnie - stwierdził szybko Władca Czasu, ale szybko zdał sobie sprawę, że to mogło zabrzmieć jak podryw i podświadomie się odsunął. Jego pokrętna logika mówiła mu, że to może jej przypominać o Williamsie i starał się nie być ostatnio w żadnym stopniu romantycznym. Jednak Amy nie wydawała się z tego powodu zadowolona. 
- Nic mi nie jest, ok? - syknęła. - Radzę sobie, nie widzisz? Nie musisz mnie traktować jakbym była niestabilna emocjonalnie. Rory nie żyje, a moje użalanie się nad sobą go nie przywróci, więc staram się żyć normalnie. On by tego chciał, ale ty mi nie pomagasz - powiedziała na jednym wdechu, a Doctor spojrzał na nią nie kryjąc zdziwienia. Pokiwał głową ze zrozumieniem i spróbował się uśmiechnąć. 
- Więc jak bardzo chcesz się przebrać? - spytał przybliżając się z powrotem. 
- W sumie to może poczekać. Pod warunkiem, że masz pomysł na jakieś ciekawsze zajęcie.
- Żadnego. Może po prostu odpocznijmy? - spytał i zaczął już rozkładać swoją marynarkę na trawie. Usiadł na niej, a potem opadł na trawę, nie zważając, że pod głową ma tylko trawę i ziemię. Po chwili zauważył kątem oka, że dziewczyna siada obok niego. Wsparł się na łokciach i spojrzał na niebo.
- Czemu z tobą zawsze ląduję pod gwiazdami? - zapytał cicho i tak samo się zaśmiał. Mimo to Amy była w tym momencie niezwykle poważna. Położyła się obok niego i uśmiechnęła nieznacznie. 
- Nie mam pojęcia - odparła wpatrując się w niebo nad sobą. - W Paryżu było ich więcej - zażartowała, a Doctor udał obrażonego.
- Nie podoba ci się tutaj? - spytał z udawaną urazą. Wtedy jednak nagle spoważniał i podniósł się na łokciach. Nachylił lekko nad Rudą i spojrzał jej w oczy. - Proszę, Amy. Powiedz mi co się wtedy wydarzyło - głos miał tak, cichy, że dziewczyna ledwo go usłyszała. Nie wydawała się być zaszokowana tym pytaniem, ale przełknęła ślinę i zaczęła uciekać wzrokiem. 
- Doctorze, ale... - zaczęła nie patrząc na niego, ale on nie dał jej skończyć.
- Proszę, Amy, błagam. Martwię się - przerwał jej jeszcze ciszej. Ona patrzyła na niego przez dłuższą chwilę, a on pozwolił jej się spokojnie namyśleć. 
- Najpierw ty mi powiedz co się z tobą wtedy działo - powiedziała, a Doctor odsunął się i usiadł. Westchnął głośno, ale zamykając oczy próbował już sobie przypomnieć tamte wydarzenia, chociaż nie było to dla niego łatwe. Nie patrzył na nią kiedy zaczynał powoli opowiadać kolejne przejścia. Ona także usiadał i zbliżyła się, nasłuchując i wpatrując się w niego jak mała dziewczynka z zafascynowaniem słuchająca historii kogoś starszego. W sumie tak właśnie było.
   Na początku gdy z lekkim zażenowaniem opowiadał i swoim niewyjaśnionym poczuciu szczęścia kiedy był obok niej, Amelia lekko się uśmiechała i rumieniła. Była też lekko zdziwiona, bo spodziewała się czegoś krwawego, brutalnego, albo chociażby obciążającego psychicznie, a na razie to się takie nie wydawało. W miarę jednak jak opowieść Doctora posuwała się dalej, uśmiech schodził z jej twarzy, a szatyn zaczynał się od czasu do czasu jąkać. Mimo to dzielnie dobrnął do końca, kiedy to dziewczyna go obudziła. Nie zapomniał też w końcu jej za to podziękować. Spojrzał na nią uważnie. W jej brązowe oczy i znowu poczuł, że nie potrafi bez niej żyć, że nie chce nigdy jej opuszczać, ale szybko się odwrócił. Nie mógł. Nie teraz. Nie mógł jej kochać. 
- Więc moja kolej - stwierdziła Amy i zacisnęła ręce na trawie. Doctor dotknął ich lekko i pogładził je tak jak kiedyś. Teraz nie miał przy sobie żadnych maści, ale dziewczyna rozluźniła się nieco. Zamknęła oczy i wyrzuciła z siebie: - Ja go zabiłam.
_________________________________________________________
Jak myślicie? Co się mogło wydarzyć? 
I tak uważam to chyba za mój najgorszy rozdział i nie jestem z niego dumna w żadnym stopniu. Przynajmniej coś jest. Obiecuję, że kolejne będą na pewno lepsze, bo - jak już pisałam powyżej - mam już dość ciekawy pomysł na wydarzenia. 
Cześć i czołem, i do następnego!