środa, 25 maja 2016

Rozdział 16

      Kiedy  Doctor wyżył się już na swojej maszynie, wyprostował się i ruszył w stronę korytarzy. W pierwszej kolejności sprawdził pokój dziewczyny, ale nie było jej tam. Zamknął więc drzwi i stał chwilę, zastanawiając się chwilę gdzie jeszcze mogliby oglądać film. Odruchowo rozejrzał się wokoło, mimo że znał każdy zakamarek swojej maszyny na pamięć. W końcu ruszył powolnym krokiem wzdłuż pokoi, skanując każde mijane drzwi swoim śrubokrętem. Podrzucał go co jakiś czas w dłoniach. Uśmiechnął się sam do siebie, wyobrażając sobie jak Amy prosi go, żeby nauczył ją z niego korzystać. Była inteligentna i chciała mu dorównywać. Widział to i nie przeszkadzało mu to. Wręcz schlebiało, ale zdawał sobie sprawę, że nie może być taka jak on. Umrze szybciej. Starał się o tym nie myśleć, bo przyprawiało go to o ból każdej części ciała. Wolał zastanawiać się nad tym co dzieje się teraz, ale i tak nie poprawiało to jego wewnętrznej sytuacji. Wszystko w nim szalało kiedy ją widział, albo słyszał jej głos, a on sam nad tym nie panował. Rzadko znajdował się w takiej sytuacji i nie było to dla niego komfortowe, ale z drugiej strony to uczucie w brzuchu było w pewnym stopniu przyjemne i nie chciał, żeby znikało. Nagle poczuł lekkie wibracje jego przyrządu w dłoni. Upewnił się skąd dochodził sygnał i otworzył drzwi do swojego pokoju. Nie powiedziałby, że nie był zdziwiony, gdyż był. I to bardzo. Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek pokazywał go Rudej. Wślizgnął się do środka, schował śrubokręt i spojrzał najpierw na Amy, a potem na pilota w jej ręku. Przekrzywił nieznacznie głowę, na co ona uśmiechnęła się szeroko. 
- Masz większy telewizor - powiedziała, wskazując podbródkiem na wielki ekran na drugim krańcu pomieszczenia. Reszta pokoju składała się z paru szafek, jakichś skrzyń poupychanych po kątach i dużego łóżka. Piętrowego rzecz jasna. W końcu Doctor je kochał - miały przecież drabiny! Bez problemu, siedząc, mogli się tam zmieścić oboje, a gdyby się ścisnęli, może daliby radę nawet się tam położyć. Jednak wtedy nie było takiej potrzeby. Amy oparła się plecami o ścianę, przy której stała prycza i wciągnęła nogi na górę, opierając głowę na kolanach. Doctor przeczesał palcami włosy, które o dziwo nie wróciły od razu na swoje miejsce tylko sterczały teraz na wszystkie strony. Usiadł obok dziewczyny, w podobny do niej sposób i włączył ekran. Istotnie nie był to do końca telewizor. Można było na nim zrobić wszystko. Zanim zdążył zrobić cokolwiek, Amy zdążyła jeszcze zapytać czy był na tym internet, ale Doctor tylko prychnął i otworzył bazę danych, w której był chyba każdy znany światu film lub wideo. Od kreskówek z lat 90s, po tajne nagrania ze strefy 51 i nie tylko. Amelia zaśmiała się, mówiąc coś pod nosem, co prawdopodobnie miało być cichym 'Oczywiście', a Władca Czasu wyszczerzył się, zadowolony z jej reakcji. Spytał tylko jeszcze raz jak się nazywała ta bajka, którą mieli oglądać i nie tracąc więcej czasu, włączył ją. Na początku nie był przekonany, nawet widząc podekscytowanie malujące się na twarzy jego towarzyszki, która nie mogąc usiedzieć w miejscu pobiegła po jakiś koc, przykrywając nim ich oboje. Nie potrzeba było jednak wiele czasu, by mały Simba urzekł doszczętnie szatyna. Amy śmiała się cicho, słysząc jak przeklina Skazę, za to, że próbował go zabić. I to nie jeden raz. Dopiero przy śmierci Mufasy zamilkł, darując sobie komentowanie filmu. Rudowłosej nie umknęło, że nawet Doctorowi lekko zaszkliły się wtedy oczy. Uniosła wyżej kąciki ust, w smutnym uśmiechu. Więc nawet Władcy Czasu płakali na bajkach Disnaya. Przebrnęli jeszcze przez Hakuna Matata, którego śpiewaniu nie potrafiła się oprzeć Amy, Miłość rośnie wokół nas, które niezwykle spodobało się Doctorowi i nagle film się skończył. Ku wielkim błaganiom szatyna, dziewczyna zgodziła się, żeby obejrzeli też drugą część. Mimo, że nastrój romantyczności i spokoju unoszący się nad Kiarą i Kowu, ani Doctor, ani Amy nie zasnęli, chociaż ona zaczynała już powoli opadać mu na ramię, wywołując u niego niewielką gulę w gardle. bajka dobiegła końca. Władca Czasu wyłączył ekran, przez co w pomieszczeniu zapanował półmrok, w którym widać było tylko lekkie zarysy mebli, przedmiotów i osób. Chwilę trwali w milczeniu, ale szybko podjęli rozmowę o filmie, który przed chwilą oglądali. O tym, że nie zawsze zło jest złem, że dobro wygrywa i rzucali różnymi dosyć tandetnymi, ale pięknymi teoriami, brzmiących jak z bajek. W którymś momencie Doctor zaczerpnął powietrza i zaczął po cichu:
- To jest na podstawie Romea i Julii, prawda? - Amy pokiwała głową, opierając ją na jego barkach i przysypiając z lekka. - Tylko, że tu kończy się to dobrze. Oznacza to, że nawet jeśli dwóm kompletnie różnym osobom na sobie zależy - mówił dalej, specjalnie nie używając słowa 'kocha'. - Mogą pozostać przy sobie, mimo wszystkich problemów. Rozumiesz? - zapytał i bardziej wyczuł niż zobaczył, że dziewczyna patrzy na niego wyczekująco, zadając nieme pytanie. - Skoro był sposób, żeby nawrócić Złoziemców na dobrą drogę, może da się sprawić byś stała się Władcą Czasu... - powiedział tak cicho, że niektórych głosek Amelia musiała się domyślać. - Pond, mogłabyś być nieśmiertelna jak ja. I mnie nie opuszczać. - dodał, karcąc się w myślach, że się zająknął. Poczuł na ramieniu jak dziewczyna przełyka ślinę, a potem prostuję się koło niego. Siedziała tak dobre parę minut, myśląc. 
- To możliwe? - spytała, jeszcze ciszej, niż mówił dotąd Doctor, jakby bojąc się, że naruszy powagę tej rozmowy. Szatyn wzruszył ramionami kilka razy, a potem spojrzał tam, gdzie malował się przed nim zarys jej twarzy. Dotknął delikatnie dłonią jej skroni. Wysłał jej telepatycznie wiadomość, że warto spróbować. Amy wydawała się zszokowana. Złapała gwałtownie jego rękę, ale po chwili się uspokoiła. - Jak? - spytała, a Doctor uśmiechnął się szerzej. Tajemnica. Amy patrzyła na niego z lekkim niedowierzaniem, wciąż nie puszczając jego ręki, która mimo to zaczęła powoli opadać na swoje dawne miejsce. 
- To możliwe, jeśli Władca Czasu jest bardzo zżyty z jakąś istotą, a mi na tobie szalenie zależy - wytłumaczył pokrótce, żałując, że nie może widzieć jej obecnego wyrazu twarzy. Zamiast tego opuścił nogi z powrotem na podłogę i już chciał się podnieść, ale Amy zatrzymała go ciągnąc delikatnie za koszulę. Sama ułożyła się wzdłuż ściany, wciąż go trzymając. Czuł podświadomie jej wzrok na sobie i położył się obok, czując jej bliskość. Nie było tam aż tyle miejsca, by mogli się tam położyć, nie dotykając nawzajem. Promieniowało od niej przyjemnym ciepłem, ale i tak przykryli się kocem, pod którym wcześniej siedzieli. Był on wprawdzie trochę za krótki, ale wystarczyło, że lekko podkurczyli nogi i przekręcili na bok. Mimo, że nie widzieli dokładnie swoich oczu, ani ust, ani żadnej części ciała, Doctor znowu dotknął boku głowy dziewczyny, przekazując jej by sama spróbowała coś mu przekazać. Już po chwili usłyszał rozchodzący się w jego głowie dźwięczny głos swojej ukochanej. Prosiła, by opowiedział jej więcej i więcej o tym czego jeszcze nie widziała. Tak spędzili kolejne kilka godzin. Niby w ciszy, a jednak nie, rozprawiając o rzeczach, które się nam nawet nie śniły. Pierwsza zasnęła Rudowłosa, w czasie krótkiej przerwy w rozmowie. Doctor chciał powoli się wymknąć, by dać jej więcej miejsca, ale zdał sobie sprawę, że ona nawet przez sen zaciska palce na jego koszuli i zamiast tego objął ją ostrożnie i umiejscowił swój podbródek nad jej głową. W ten sposób sam też odpłynął. 
***
   Pierwszy otworzył oczy Doctor, słysząc jakiś głos za sobą. Podniósł leniwie głowę, mrugając oczami, żeby pobudzić ich mięśnie do samodzielnej pracy. Spojrzał najpierw na śpiącą dziewczynę, a potem na swoją rękę, która spoczywała delikatnie na jej talii. Ona też trzymała lekko jego koszulę. Teraz zdał sobie sprawę, że zasnęli w normalnych ubraniach. Powoli podniósł swoje ramię i przeniósł je wyżej, do policzka Rudej. Zgarnął jej włosy z twarzy i zaczął przekładać pojedyncze kosmyki między palcami. Uśmiechnął się zastanawiając czy ją budzić, czy dalej bawić jej włosami. Po chwili jednak głos za nim znowu dał się słyszeć, a szatyn był zmuszony odsunąć dłonie od Amelii i podnieść się na łokciach, by zobaczyć co się dzieję. Lekko zakręciło mu się w głowie, ale to było normalne kiedy spało się w codziennych ciuchach. Ziewnął przeciągle i poprawił fryzurę ręką, co na niewiele się zdało, a właściwie jeszcze pogorszyło sytuacje. Zwrócił twarz ku ekranowi, na którym oglądali Króla Lwa poprzedniego dnia. Zdziwił się widząc w nim znajomą twarz i burzę blond loków. Potrząsnął Amy gwałtownie, zrzucając na drugi plan to czy się wyśpi, czy nie. On na początku schowała twarz w poduszkę, ale kiedy Doctor nie dawał jej spokoju, ona też usiadła na łóżku i szturchnęła go w ramię. Szybko jednak zrozumiała co było powodem tak nagłego wyciągnięcia jej ze snu. Otworzyła szerzej usta, odrzucając koc, w którym dotąd siedziała zawinięta. Spojrzała najpierw pytająco na Władce Czasu, ale on tylko wzruszył ramionami. Nie musieli jednak czekać długo na kolejne słowa River. 
- Skaro, rok 45 056, spodoba ci się to, Doctorze - po tych słowach uśmiechnęła się i nagle się rozłączyła, mimo że Doctor już rzucił się ku telewizorowi. Skończyło się tylko jednak na tym, że poślizgnął się i wpadł na szafkę. Amelia wybuchnęła śmiechem, zakrywając jednocześnie twarz przykryciem, które już tyle razy zostało rzucane przez nią na różne strony. Szatyn podniósł się, otrzepując spodnie. Potem włączył nagranie od nowa i od nowa, i od nowa. W końcu dziewczyna też spoważniała, podchodząc do niego. Patrzyła chwilę na jego skupioną minę, a potem na szczęście wymalowane na twarzy kobiety. 
- Co jest? - zapytała w końcu unosząc wysoko brwi. Nie uzyskała jednak odpowiedzi, więc dała sójkę w ramię mężczyźnie i powtórzyła pytanie. - Przecież wygląda, że wszystko jest w porządku - dodała, ale Doctor już kręcił żwawo głową. 
- Nie, nie, nie - mówił szybko, zwalniając i przyspieszając film na zmianę. - Nie na Skaro! Tam nic nie jest dobrze! To planeta Daleków - wytłumaczył pospiesznie, na co dziewczyna cofnęła się o jeden mały krok. Pamiętała te stworzenia i to jak jej przyjaciel na nie reagował. W skrócie, nie za dobrze. Ostatnio zbił jednego z nich jakimś narzędziem, drąc się, że jeśli jest Dalekiem to ma go zabić. Przełknęła ślinę i złapała delikatnie ramię Doctora, mówiąc cicho, żeby zachował spokój. Patrzyła na niego takim wzrokiem, że nie potrafił jej nie posłuchać. Stał chwilę, oddychając powoli i zamknął oczy. Nagle wybiegł z pokoju, a Amy ruszyła za nim. Obydwoje wbiegli do pomieszczenia kontrolnego, a szatyn od razu rzucił się na jakieś dźwignie. Mamrotał coś pod nosem, że to bardzo zły pomysł, ale Ruda nic nie odpowiadała, tylko usiadła obok panelu i zastanawiała się co myśleć. W końcu jednak postanowiła, że lepiej będzie jeśli będzie myśleć na głos. 
- Nie ufasz River?... - chciała powiedzieć coś jeszcze, ale przerwało jej głośne i demonstracyjne westchnienie. Zmarszczyła brwi, odchylając się na krześle. 
- Nawet jej nie znam. Nie wiem kim jest, skąd pochodzi, ani przede wszystkim, kogo zabiła. A kogoś na pewno - powiedział, spoglądając jednym okiem na dziewczynę. Po krótkim namyśle spytał jeszcze: - Wy ufacie mordercom? - Potem Amy już milczała, dopóki Władca Czasu nie zatrzymał maszyny i nie podszedł do niej, żeby złapać ją za rękę. Ona bez zawahania złapała ją mocno i podniosła się, czując bezpiecznie. Doctor otworzył szybko drzwi, jakby chciał już to mieć za sobą. Ku jego zdziwieniu Skaro nie wyglądała jak dawniej. Była cała w gruzach. Władca Czasu powoli wyszedł na zewnątrz i rozejrzał się dookoła siebie ze śrubokrętem, a potem wrócił do Amy, która patrzyła na niego w niemym pytaniu. On tylko wzruszył ramionami i stał w ciszy, jakby nie chciał zakłócić powagi sytuacji, dopóki nie zobaczył w oddali znajomej sylwetki. Szturchnął lekko dziewczynę i wskazał w tamtą stronę. Podeszli bliżej, żeby przywitać się z kobietą. W zasadzie to Amelia to zrobiła. Szatyn tylko włożył ręce do kieszeni i skinął na pozdrowienie głową. 
- Co się stało? - zapytał w końcu dosyć oschle, powtarzając czynność wykonaną po wyjściu z TARDIS. Kątem oka zauważył, że kobieta kręci głową i wzdycha. Przełknął ślinę i delikatnie ściągnął brwi. 
- Zbyt długa historia, by ją teraz opowiadać - powiedziała, przez co Doctor jeszcze bardziej się spiął. Chciał już coś powiedzieć, ale River przerwała mu szybko, dodając: - Ale musisz coś zobaczyć - Po tych słowach wyciągnęła ku niemu swój skaner, który migał i wydawał różnorodne dźwięki. Władca Czasu wyrwał go jej z ręki i przyjrzał się dokładnie odczytom. Patrzył na nie przez chwilę, a potem z szerzej otwartymi oczami spojrzał na kobietę, która uśmiechała się do niego zwycięsko. - Tak, inni Władcy Czasu.
____________________________________________________________________________
Skończone! Nie jest chyba tak źle (przynajmniej mam nadzieję). Dam sobie chyba spokój z obiecywaniem, że teraz będę systematyczna, bo to zwykle się i tak kończy jak teraz :P Więc po prostu proszę o komentowanie, bo to naprawdę motywuję :) 
Do następnego rozdziału!

czwartek, 5 maja 2016

Rozdział 15

   Amy i Doctor wybiegli z chaty, ale dziewczyna nie mogła się do końca otrząsnąć. Próbowała skupić się na problemie, ale w głowię cały czas miała słowa szatyna. Zamyślona prawie na niego wpadła, kiedy ten zatrzymał się przy mężczyźnie, który miał takie same objawy jak tamta kobieta, której pomógł wczoraj. Podał mu ten sam płyn, a on upadł i zasnął. Doctor wrócił do Amy i zaczął grzebać w kieszeniach marynarki. Wyjął jedną z fiolek pełnych substancji, którą podawał tym ludziom i wcisnął ją Rudowłosej. 
- Trzymaj to zawsze przy sobie - powiedział, dając nacisk na każde słowo. - Jeśli zobaczysz choćby jeden obraz w głowie, od razu to wypij. Całe.
Amelia kiwnęła głową na zgodę i obejrzała dokładnie przedmiot. Miał nieprzyjemny zielonkawo żółty kolor i nie pachniał za dobrze, ale w stu procentach ufała temu kosmicie. Schowała ją do kieszeni i zapięła ją, żeby fiolka nie wypadła. Spojrzała wtedy w oczy Doctora. 
- Porozmawiajmy o tym - powiedziała, przełykając ślinę, jednak szatyn odwrócił się tylko na pięcie i rozejrzał wokół. 
- Nie ma czasu. Po pierwsze jest środek nocy, a po drugie mamy inne zajęcia - odparł patrząc uważnie w jakiś zaułek. Nagle rzucił się w tamtą stronę, a Amy zaskoczona już chciała biec za nim, ale usłyszała jak rzuca za siebie, że ma tam zostać. Czekała chwilę zastanawiając się czy go posłuchać, ale oczywiście gdy tylko zniknął w ciemności ruszyła szybkim krokiem w te samo miejsce. Było tam całkiem ciemno, a umysł Amy od razu skojarzył to i przywołał wspomnienia z zamknięcia w budynku. W pierwszym odruchu dziewczyna chciała wypić płyn od Władcy Czasu i złapała ręką za kieszeń, ale zdała sobie sprawę, że to tylko zwykłe przypomnienie. Pokręciła głową i ruszyła dalej przez ciemność. Po chwili uderzyła o coś, a raczej o kogoś. Prawie krzyknęła, ale zdała sobie sprawę, że to Doctor. Szybko ją uspokajał i uciszał.
- Miałaś tam zostać - syknął koło jej ucha, najciszej jak mógł. 
- Ale nie zostałam - zripostowała Ruda i rozejrzała się wokół, chociaż nic nie widziała. - Co się dzieje? Coś zauważyłeś. 
Szatyn westchnął, a Amy mogła poprzysiąc, że wyczuła jak przewrócił oczami. 
- Zobaczyłem kogoś. Podejrzewam, że należy do tej sekty, o której mówił tamten mężczyzna - wyjaśnił i zjechał ręką po ramieniu dziewczyny, aż wyczuł jej palce i wplótł je między swoje. - Nie puszczaj mnie. To może być niebezpieczne - dodał i pociągnął ją lekko do przodu, a ona ruszyła za nim bez sprzeciwu. Chwilę przemierzali ciemności, dopóki Doctor gwałtownie się nie zatrzymał. Szepnął do Amy, żeby była cicho i stał dalej w bezruchu. Wtedy przed nimi, nieco z przodu dało się usłyszeć czyjeś przyciszone głosy. Pierwszy był bardzo niski i zdecydowanie męski. 
- Pani, trzeba zachęcić ich więcej - powiedział, na co kobieta westchnęła głośno i demonstracyjnie.
- Petro, nie mów mi o rzeczach oczywistych. Lepiej wymień ludzi, których przekonałeś dotąd.
- Philip i jego ojciec, który stracił żonę, Luis, którego brata faworyzuje macocha, Rose, której siostra umarła na gruźlicę... - Amy zwróciła uwagę, że Doctor mocniej ścisnął jej dłoń, na słowo "Rose". Odwzajemniła uścisk i spojrzała tam gdzie w jej mniemaniu powinna znajdować się teraz twarz jej towarzysza. Chciała, żeby wiedział, że jest przy nim. - ... i Alma, którą zostawił wybranek serca. 
- Nie jest źle, ale masz racje. Potrzeba ich więcej. W końcu zostało jeszcze dużo prób zanim nasz wynalazek będzie gotowy - nastała chwilowa cisza, a Doctor z Amy nieco się spięli. Słysząc oddalające się kroki, sami ruszyli dalej najciszej jak potrafili. 
- Masz ze sobą śrubokręt? - zapytała dziewczyna, na co Doctor odpowiedział tylko krótkim yhym. Nawet nie zauważyli kiedy zaczęło robić się coraz jaśniej. Wkrótce wyszli z uliczki, ale nadal trzymali się kurczowo za ręce. Rozglądali się nerwowo wokół. - Zgubiliśmy ich? - Doctor wzruszył ramionami i zastanowił się, gdzie prawdopodobnie mogli pójść. Do baru, między budynki czy w stronę rynku. Nie, nie i nie. W barze jest za dużo ludzi, między budynkami za mało miejsca, by się przecisnąć, a na rynku jest za jasno. Nagle go olśniło i spojrzał w górę. 
- Dachy... - szepnął i pociągnął Amy gwałtownie ku najbliższemu budynkowi i zrobił jej z dłoni podparcie na nogi. Dziewczyna patrzyła chwilę na niego, ale w końcu bez słowa postawiła na podstawce jedną stopę i z pomocą Doctora złapała za gzyms, żeby po chwili być już na niezbyt bezpiecznej powierzchni dachu. Wyciągnęła rękę ku swojemu towarzyszowi, który łapiąc ją także wdrapał się na górę. - Tym razem mnie nie puściłaś, hm? - powiedział i uniósł kącik ust, przypominając im obu jak przez Amelie spadł z drzewa. Tym razem jednak nie mieli za wiele czasu na rozmowy, więc znowu spletli dłonie, na całe szczęście, bo gdyby tego nie zrobili Amelia niechybnie ześlizgnęłaby się po śliskich dachówka. Potem ruszyli biegiem wzdłuż krawędzi dachów, ciesząc się, że budynki są tak blisko siebie. 
- Wiesz, w którą musimy iść stronę? - spytała w pewnym momencie Rudowłosa, a Doctor pokręcił przecząco głową, zaśmiał się i skoczył przez jak dotąd największą przerwę między budynkami. Amy prawie krzyknęła, zaskoczona i złapała drugą ręką ramię Doctora. Zamknęła oczy, a po paru sekundach poczuła jak ląduje po drugiej stronie, ale w tej samej chwili zjechała jedną stopą, ale Władca Czasu wciągnął ją z powrotem. Przeprosił ją cicho i poprawił jej włosy.
- Czasem zapominam, że jesteś człowiekiem - odparł smutno. Amelia zmarszczyła brwi. 
- Przecież to prawie to samo co Władca Czasu. Tylko w takiej uboższej wersji - powiedziała, uśmiechając się nieznacznie. Szatyn poczochrał jej rudą burzę włosów i odwzajemnił uśmiech. 
- Jest w tym coś - stwierdził i tym razem wolniej pociągnął dziewczynę za sobą. W końcu usłyszeli coś przed sobą i stanęli bez ruchu. Jacyś ludzie weszli po kolei do budynku przez wejście w dachu. Budowla nie była zwykłym domem. Mierzyła kilka metrów więcej i miała zupełnie inny kształt. Trochę jak świątynia. Stylem nie pasowała do otaczających ją drewnianych domostw. W całości była zbudowana z kamienia, w wielu miejscach rzeźbionego. Dach budynku znajdował się dobry kawałek nad Doctorem i Amy, więc zrobili to samo co przy wchodzeniu na dach. 
- Jak my tam zejdziemy? - zapytała dziewczyna spoglądając przez okno, którym weszli tajemniczy ludzie. Doctor wzruszył ramionami, ale Rudowłosa zdała sobie sprawę, że robił to dość często, nawet jak miał jakiś pomysł. Teraz właśnie zaczął się powoli spuszczać z krawędzi dziury w dachu. Amy podeszła i złapała go mocno za dłonie, żeby nie spadł. 
- Czuję się jak w Królu Lwie - zażartowała, a Doctor przekręcił głowę w bok nie rozumiejąc. Dziewczyna zaśmiała się jeszcze raz. - Jak wrócimy już bezpiecznie do TARDIS to obejrzymy - odparła, na co Władca Czasu uśmiechnął się szeroko, ale zaczynały go już boleć ręce, więc zaczął szukać oparcia dla stóp. Nagle natrafił na to czego szukał. 
- Wiedziałem! Tutaj w każdym budynku jest taka platforma, jak ta na której mieliśmy dzisiaj spać - powiedział, a Amy poczuła nagły przypływ zmęczenia, spowodowany brakiem snu. Dotąd adrenalina związana z pościgiem nie pozwalała jej tego odczuć. Kiedy szatyn stał już pewnie na drewnie puścił się. Rudowłosa też zaczęła się opuszczać na ramionach, mimo że wysokość na jakiej się znajdowała przyprawiała  ją o mdłości. Zaczęła machać nogami, aż nie wyczuła podłoża. Potem poczuła na talii dłonie Doctora. Puściła się i opadła prosto na platformę. 
- Poradziłabym sobie - powiedziała odsuwając od siebie mężczyznę. Nie wiedziała czemu to zrobiła, ale nie chciała jeszcze bardziej się do niego zbliżać. Może po prostu nie była gotowa. Ruszyła do przodu, nie odwracając się, tylko skupiając na otoczeniu. - Co powinniśmy teraz zrobić? - zapytała, ale nie uzyskała odpowiedzi. Wtedy dopiero spojrzała na Władcę Czasu. Wyglądał na mniej wesołego niż wcześniej, ale starała się nie zwracać na to uwagi. Doctor pokręcił głową, uśmiechnął się sztucznie i podszedł do niej na bezpieczną odległość. 
- Wydaję mi się, że musimy dowiedzieć się co tu się dzieje - odparł i rozejrzał się dookoła. - Nie może to być takie trudne. Budynek jest większy niż inne w miasteczku, ale też nie ogromny. Spójrz na dół, ma tylko jedno pomieszczenie - dodał i usiadł na brzegu. Tuż pod nimi zebrała się cała grupka dziwnie ubranych ludzi. Wszyscy mieli na sobie długie, czarne płaszcze z kapturami. Amelia usiadła obok szatyna, żeby lepiej widzieć co tam się dzieje. Nic szczególnego się nie działo, dopóki jedna z postaci nie wyjęła zza płaszcza sakiewki. - Alma dała im taką samą. Może nie ma w niej pieniędzy? Nic stąd nie słychać - Doctor przeklął pod nosem po Gallifreyańsku i spojrzał wokoło, szukając drabiny. Kiedy ją ujrzał pobiegł w jej stronie i zaczął pospiesznie schodzić w dół. Amy ruszyła za nim. Osoby stojące na dole zauważyły ich dopiero gdy Władca Czasu wyrwał jednemu z nich z ręki woreczek. Rzeczywiście w środku nie było monet, a pęk włosów.  Były ciemne, więc nie mogły należeć do dziewczyny, którą spotkali. Postacie stojące przed nimi nic nie powiedziały, ale jedna z nich dotknęła ramienia Doctora, paraliżując go. Szatyn przez chwilę dygotał, ale po chwili opadł na ziemie. Wyglądał jakby poraził go prąd. Amy odruchowo cofnęła się o parę kroków, ale szybko się opanowała i wystąpiła do przodu. 
- Co mu zrobiłeś? -spytała pewnie, ale spokojnie. Pokazywanie strachu bądź złości nigdy nie kończyło się dla niej dobrze, więc starała się mówić beznamiętnym tonem, chociaż bała się o Doctora. Stwór odwrócił się w jej stronę, ale nic nie odpowiedział. Wyciągnął tylko szarawą rękę, a ona gwałtownie odskoczyła do tyłu. Jednak mimo swoich starań, poczuła zimny dotyk na karku. Zlękła się i od razu próbowała wyrwać. Jednak jakkolwiek, by się nie starała, czuła się jakby była przyklejona do postaci na mocny klej. Ku jej zdziwieniu nie poczuła porażenia prądem, ani niczego tym podobnego. Zamiast tego nagle zdała sobie sprawę, że nie może się ruszyć. Jakby była sparaliżowana. Osobnik zaczął prowadzić ją do rogu pomieszczenia. Dziewczyna potrzebowała chwili, żeby zdać sobie sprawę, że porozrzucane wokół kości są ludzkie. Spanikowała wtedy i już chciała zacząć wołać szatyna, ale szybko się powstrzymała. Gdyby mógł już by jej pomógł. Pozwoliła się posadzić na dość dużym fotelu, podobnym do tych, które mają w statkach kosmicznych. Jęknęła cicho, kiedy siedzisko automatycznie zamknęło jej nadgarstki na oparciach dla rąk. Poruszyła się niespokojnie i spojrzała na tajemnicze stworzenia. Czym mogły być? Kosmitami, robotami...
- Zostawcie ją - powiedział stanowczy głos Władcy Czasu, który chwiejnie stawał na nogach. - Jesteście hologramami, prawda? Ha, wiedziałem! Przejrzałem was i wasz bezsensowny plan! - mówiąc to oparł się o oparcie fotela. - Testujecie możliwość wymazania sobie pamięci? W końcu to, że jesteście tylko projekcjami nie znaczy, że nie chcecie czasem zapomnieć... Każdy tego chce - Lekko łamał mu się głos, ale kontynuował nie patrząc na Amy. - Tylko problemem wytrzymałość. Pewnie straciliście już wielu swoich i postanowiliście testować tę maszynę na biednych mieszkańcach wioski. Tylko, że oni nie reagowali lepiej. Potrzeba do tego naprawdę dużej skazy na psychice, jeśli się nie mylę - wstrzymał się chwilę, oczekując odpowiedzi. Każda postać pokiwała powoli głowami. - Nie będę tego tępić, bo sam bym się o to pokusił. Może nawet to zrobię - Amelia spojrzała na niego przerażona.
- Zwariowałeś? - spytała. Poczuła się jak spoliczkowana. Opanowany i zawsze trzeźwo myślący Doctor, jej Doctor, teraz zachowywał się jakby nie zdawał sobie sprawy co mówi. Teraz prosił postacie o chwilę czasu. Kucnął przed Amy kładąc jej ręce na kolanach. Chciał coś powiedzieć, ale ona mu przerwała. - Co ty sobie myślisz? Że niby zaczniemy tak po prostu żyć bez wspomnień. Przecież nawet nie będziemy pamiętać co razem przeżyliśmy! - prawie warknęła. Była podenerwowana i chciała jak najszybciej przemówić swojemu towarzyszowi do rozsądku. Złagodniała dopiero gdy zwróciła uwagę na jego stare, doświadczone, ale i niezwykle smutne oczy. Te, które tak kochała. 
- Możemy manipulować tą maszyną. Zapomnimy tylko to czego będziemy chcieli - zaczął tłumaczyć, odwracając wzrok. - Amy, proszę. Zaufaj mi. Ja... Potrzebuję tego - szeptał, ale Rudowłosa już kręciła przecząco głową. 
- Nie tym razem - powiedziała smutno. - Nie myślisz trzeźwo. Jesteś zaślepiony możliwością, że mógłbyś przestać cierpieć. Ale cierpi każdy. Nie tylko ty czy ja, a każdy, nawet najmniejszy, ból kreuje nasz charakter i to jacy jesteśmy teraz. Nie możemy tak po prostu odtrącić części siebie samych. 
Amy widziała to po nim. Wiedział, że ma racje, ale i tak nie potrafił na nią patrzeć. 
- Wypuść mnie. Teraz - zaproponowała cicho, nachylając się do jego ucha, a on posłuchał. Jak zahipnotyzowany wstał i z pomocą śrubokrętu odblokował ręce dziewczyny. Ona też się podniosła i objęła szatyna lekko. - Jesteśmy w tym wszystkim razem, pamiętasz? Może nie przeżyłam tyle co ty, ale wiem co się czuje tracąc bliskie nam osoby. Przemów tym projekcją do rozsądku, a potem wracajmy do TARDIS.
Władca Czasu pokiwał tylko głową, puścił ukochaną i odwrócił się do stworzeń. 
- Ta tu panna Pond ma rację. Rozumiem was. Sam byłem oczarowany taką możliwością, ale nie możemy jej wykorzystać. 
Kilka hologramów popatrzyła po sobie, potem spuściła głowy i odkryła kaptury. Wyglądali jak szarawa i lekko rozmazana wersja ludzi. Ale się uśmiechali. Amy też uniosła kąciki ust i złapała swojego Doctora za rękę. 
- Pamiętajcie, że są jeszcze ludzie, dla których warto pamiętać. Dla których warto żyć - spojrzał na Rudowłosą i jej kasztanowe oczy. - To jak będzie? Koniec testów na mieszkańcach? Będę miał was na oku - dodał, a jedna z projekcji potwierdziła za wszystkich, że to się nie powtórzy. Doctor szybko zapomniał o porażeniu prądem, poklepał nowych znajomych po plecach i pożegnał się mówiąc, że miło było ich poznać. Wychodząc z budynku, z powrotem miał te charakterystyczne dla niego dziecinne iskierki w oczach. Objął Amy ramieniem i uśmiechnął się. - Do TARDISA? - zapytał, a ona przytaknęła. Nadal uważała, że nie potrafi w pełni przyjąć miłości jaką darzył ją Władca Czasu, ale postanowiła więcej go nie odtrącać. 
***
     Kiedy byli już w wehikule, dziewczyna zaczęła testować swoją wiedzę w praktyce i kiedy szatyn był w innym pomieszczeniu, przekręciła parę dźwigni, śmiejąc się przy tym pod nosem. Już rozumiała czemu Doctor tak kochał tą maszynę. Ona wydawała się w pełni ją akceptować. Sama była świadkiem, jak kiedy niektóre osoby próbowały jej dotknąć, ona burczała i zaczynała się trząść. Pod jej dotykiem tego nie robiła. Dopiero gdy zrobiła coś źle i TARDIS niespokojnie się poruszyła, w wejściu do pomieszczenia głównego pojawił się mężczyzna. Na początku był lekko przestraszony, ale po chwili zaczął się śmiać. 
- Chyba nie idzie ci tak źle - powiedział i podszedł bliżej. Nacisnął jakiś guzik, a wehikuł się uspokoił. Spojrzał na rozpromienioną twarz swojej towarzyszki. - Nie pamiętam już czy ktoś przed tobą potrafił poprowadzić tą staruszkę - po tych słowach poklepał panel, a on przyjemnie zamruczał. - Jeśli nawet to było dawno - dodał i próbował nie pokazywać, aż tak, że patrzy jej w oczy. Jednak wywołał tym tylko jej śmiech. 
- Nie potrafisz być dyskretny - stwierdziła i zaczesała ręką włosy do góry. Doctor przygryzł lekko wargę i jeszcze raz przebadał każdy cal jej twarzy. Od lśniących, rudych włosów, przez lekko zarumienione policzki i nieznacznie zadarty nos, po największe i najpiękniejsze oczy jakie widział. Pod wpływem jednego impulsu złapał ciepłymi dłońmi obie strony jej policzki i przysunął się bliżej, żeby móc ją pocałować, ale ona od razu utworzyła między nimi barierę ze swoich rąk. Nie odsunęła się, ale nie pozwoliła też zbliżyć mu się bardziej. Trwali w takiej pozycji chwilę, aż dziewczyna nie uniosła lekko podbródka i nie napotkała wzroku tych intrygujących, zielonych i przepełnionych miłością oczu, które widziała tak często, a którym przypatrywała się tak rzadko. Dlaczego po prostu od razu się nie odsunęła? Dlaczego taką przyjemność sprawiał jej ciepły dotyk na jej szyi i karku. Uśmiechnęła się nieznacznie do Doctora, ale powoli i spokojnie zrobiła dwa kroki w tył. Szatyn spojrzał w inną stronę i wciągnął powietrze.
- Amy, prze... - chciał się jakoś wytłumaczyć, ale ona od razu mu przerwała. Uderzyła lekko pięścią w ramię. Tak bardzo po przyjacielsku. Tak bardzo z dystansem. 
- Daj spokój, mieliśmy obejrzeć Króla Lwa, prawda? - spytała, a jej przyjaciel ochoczo przytaknął. Uśmiechał się, ale od środka coś rozrywało go na strzępki. 
- Dojdę do ciebie - powiedział, a dziewczyna nic nie mówiąc ruszyła do któregoś z pokojów. Po chwili był już sam w sterowni. Nawet się nie upewniał i uderzył pięścią w panel kontrolny, a potem jeszcze kopnął w niego z impetem. TARDIS nawet nie zaprotestowała. Oparł się o nią i zacisnął zęby. Bolało jak cholera, ale pomogło. Otrząsnął się, powtórzył w myślach, że jest debilem i ruszył śladem dziewczyny. 
_____________________________________________________________
Wow, siedem minut przed upłynięciem mojego czasu na nowy rozdział. xD Pewnie mówiłam to już wiele razy, ale teraz na prawdę wzięłam się za swój grafik i trochę go uporządkowałam, więc teraz powinnam pisać systematyczniej. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Tak przy okazji (Wiem, debil ze mnie) postanowiłam zacząć fanfiction o Matcie Smithie. Walić to, że nauki tak dużo, terminów tak dużo i piszę już to. Pisanie jest dla mnie czymś, czego nie chcę robić, a czego potrzebuję robić (o ile da się skonstruować w ten sposób zdanie [jest już zdecydowanie za późno xD]). Kiedy nie wystarcza mi jedno opowiadanie czuje konieczność rozpoczęcia kolejnego, mimo że przyjemnie pisze mi się poprzednie. Tak czy siak, pierwszy rozdział wstawię jakoś w tym tygodniu i szczerze liczę, że nie będę tam dawać rozdziałów po dwa tysiące pięćset słów, jak tutaj, ale ze mną nigdy nic nie wiadomo. Także do napisania! :D

środa, 20 kwietnia 2016

Rozdział 14

To chyba stanie się moją tradycją, ale przepraszam, że tak późno. ;-; Byłam poza domem bez laptopa i nie miałam jak pisać. :/
_____________________________________________________________________
Doctor stracił oddech na kilka chwil i wpatrywał się w Amy, z szeroko otwartymi oczami. Przełknął szybko ślinę i zamknął oczy, by spokojnie to przemyśleć.
- Amy, co tam się wydarzyło? - spytał bardzo powoli, chwytając mocniej jej dłoń. Zauważył, że uciekała wzrokiem na boki, więc złapał ją za podbródek i delikatnie zmusił, żeby na niego spojrzała. - Spokojnie. To tylko ja, a wszystko co powiesz zostanie między nami, zgoda? - spytał i uśmiechnął się niewesoło. Dziwił go fakt, że dziewczyna nie płakała. Westchnął cicho, zdając sobie sprawę, że była już w pełni dojrzała. Wprawdzie oddychała szybciej niż zwykle i pobladła lekko, ale nie pokazywała już całą sobą swoich emocji.
- Zgoda - przytaknęła Amy, czując suchość w ustach. - B-byliśmy w jakimś pomieszczeniu i szukaliśmy ciebie. J-ja usłyszałam głos w głowie. Nie mam pojęcia czyj był. Wypominał mi wszystkie błędy, które popełniłam, wszystkie sprzeczne uczucia. Próbowałam z nim walczyć, ale w końcu po prostu przestałam go słuchać. Wtedy powiedział, że to nieładnie i poczułam jakby ktoś uderzył mnie z całej siły w głowę. Upadłam i chciałam się podnieść, ale wtedy pojawiły mi się przed oczami obrazy... Dokładnie takie jak twoje - dziewczyna zrobiła przerwę, by skupić myśli, a Doctor mocniej złapał ją za dłonie. Przeraził się na jej słowa. On ledwo to wszystko wytrzymywał, a co dopiero młody człowiek. Patrzył ze współczuciem na Rudą, ale nie przerywał jej. - Te, które widziałeś za cmentarzem. Tylko, że czułam się jakbym to ja była tobą. Czułam twoje uczucia, słyszałam twoje myśli. Zupełnie jakbym była w twojej głowie. Zaczęłam krzyczeć i rzucać na boki, próbując to powstrzymać, a Rory chciał mi pomóc. Podbiegł i próbował mnie złapać, uspokoić. Odepchnęłam go, nieświadomie! Wtedy on... upadł na kant ściany. Uderzył w niego głową i przestał się ruszać. Nagle wszystkie wizje zniknęły, a ja zostałam z nim. Martwym. Uciekłam, tak po prostu! Nie pomogłam mu!
Po tych słowach Amy nie wytrzymała i zaczęła gorzko płakać, a Władca Czasu od razu przytulił ją z całej siły, nic nie mówiąc. Na początku chciał jakoś ją pocieszyć, ale po chwili zrezygnował i tylko trzymał ją bezpiecznie w swoich ramionach. Kiedy usłyszał, że się uspokoiła, odsunął ją tak, żeby widzieć jej twarz.
- Wszystko będzie dobrze, jestem przy tobie. Posłuchaj mnie uważnie, dobrze? - spytał powoli, a Amy przytaknęła, przecierając oczy ręką. - To nie jest twoja wina. Wyjaśnię to wszystko, obiecuję, że dowiem się dlaczego miałaś te same wizje co ja. Nie zostawię tego tak. Odkryję prawdę i przede wszystkim cię nie zostawię - pocałował ją w nos, a ona uśmiechnęła się smutno. - Ty natomiast przyrzeknij mi, że nigdy nie przestaniesz się uśmiachać.
- Przyrzekam.
Po tej przysiędze, Doctor oddał Amy swoją marynarkę i wrócili do TARDIS. Amy usiadła na krześle obok panelu, opierając stopy na krawędzi siedziska. Doctor przyniósł jej gorącą czekoladę, a sam przygotował custard i paluszki rybne. Oparł się o barierkę koło dziewczyny. Wtedy przybiegł Trzybit i zaczął się domagać pieszczot ze strony właścicieli. Wyrósł znacząco, ale wciąż był szczupły i zwinny. Do tego stał się jeszcze bardziej zadziorny niż był na początku. Ruda drapała go za uszami, a on mruczał cicho, aż w końcu ułożył się wygodnie na jej kolanach.
- Jakieś plany na najbliższy czas? - spytała Doctora Amy i uśmiechnęła się nieznacznie. Mimo to miała smutne oczy i Władca Czasu to widział.
- Co powiesz na jakąś nową planetę? - odpowiedział szatyn pytaniem na pytanie, a Ruda ochoczo przytaknęła. Mężczyzna zaczął bawić się panelem TARDIS, opowiadając jednocześnie o miejscu, w które się wybierali: - Jest tam bardzo ładnie i przyjemnie. Wręcz sielankowo, bym powiedział. Mieszkańcy są bardzo podobni do ludzi. Różnią się głównie budową wewnętrzną. W czasach, do których się wybieramy byli mniej więcej na tym etapie rozwoju, co wy w średniowieczu. Będziemy musieli się trochę dostosować. Jest tam dużo drewnianych i kamiennych wiosek i miasteczek. Do tego mnóstwo jezior, rzek, lasów, wodospadów i wszelkiego rodzaju cudów natury. W skrócie ulepszona ziemia. Co myślisz?
- Brzmi wspaniale - odparła Amy z przekonaniem i podeszła do Doctora, żeby przyjrzeć się jego poczynaniom. - Nauczysz mnie kiedyś sterować TARDIS? - spytała, przejeżdżając palcami po jednej dźwigni. Władca Czasu spojrzał na nią i roześmiał się. Rudowłosa wydawała się zdziwiona, ale w końcu sama też wybuchła śmiechem i uderzyła swojego przewodnika lekko w głowę. - Poradziłabym sobie! Proszę, chociaż spróbuj! - błagała dalej dziewczyna, aż w końcu szatyn objął ją ramieniem i wskazał na parę przycisków przed nimi.
- Mogę nawet teraz wyjaśnić ci najważniejsze podstawy. W czasie naszej wycieczki będę cię wyrywkowo pytał, co ty na to? - zaproponował, a Amy chytrze się uśmiechnęła.
- Założymy się, że ani razu się nie pomylę? - spytała, na co Doctor przewrócił oczami.
- Zakładanie się jest dziecinne! - stwierdził, ale po chwili namysłu dodał z przekonaniem i miną szczęśliwego chłopca: - To o ile?
***
Zdążyli już wyjść z wehikułu w jakiejś małej uliczce i znaleźć się na malowniczym rynku w niewielkim miasteczku, kiedy Doctor pierwszy raz spytał:
- Więc czym różnią się przycisk służący do awaryjnego hamowania od tego, który uruchamia mechanizm tłumaczący wszystkie języki? - po tym uśmiechnął się zwycięsko, widząc zamyśloną dziewczynę, ale mina mu zrzedła, kiedy ona bez zahamowania wyrecytowała:
- Przycisk odpowiedzialny za hamowanie jest dość duży, ale nie największy. Dokładnie w proporcjach 3:1 do tłumacza. Jest karmazynowy. Nie czerwony! Karmazynowy. Natomiast translator jest mieszanką niebieskiego z zielonym i ma na sobie Gallifrayański znak, w którego skład wchodzą cztery koła - jedno duże i trzy mniejsze - pięć linii i dwie kropki. Oczywiście wiem jak wygląda dokładnie, ale nie mam gdzie go teraz narysować. I jak?
- Bezbłędnie - bąknął szatyn, przeczesując ciemne włosy. Udawał chwilę obrażonego, ale już po chwili przywrócił uśmiech na twarz. Spojrzał na rozpromienioną twarz dziewczyny i jej błyszczące, kasztanowe włosy. Taką ją kochał. Szczęśliwą. - Uwielbiam twój uśmiech - wypalił, ale zdając sobie sprawę, że powiedział to za głośno odwrócił się i zaczął się przyglądać jakiemuś budynkowi. Amy na początku się zdziwiła, ale w końcu zaśmiała się cicho.
- Miło to słyszeć - powiedziała. - Wracając jednak do tematu, zobaczysz, że już za niedługo będę mogła wywieźć cię gdzieś w nocy - zauważyła i uniosła kącik ust. - Nie boisz się? - spytała cicho nachylając się do Władczy Czasu.
- W praktyce to jest trudniejsze - odparł szatyn, wzruszając ramionami. - Zresztą, kto by się ciebie bał? - zaczął się z nią droczyć. Oboje wiedzieli, że było się czego bać. Amy zgromiła go wzrokiem, ale po chwili zaśmiała się. Ich wesołe przekomarzania przerwał donośny krzyk zza bram miasta. Doctor rzucił się w tamtą stronę, a za nim pobiegła dziewczyna. Lekko zdyszani dobiegli do miejsca zdarzenia, gdzie zebrała się już spora grupka ludzi. Doctor przecisnął się przez nią i podbiegł do klęczącej na ziemi kobiety. Złapał ja za ramiona i próbował powstrzymać jej drgawki. Szybko zbadał ją śrubokrętem sonicznym i przeraził się widząc odczyty. Krzyknął do ludzi wokół, żeby się odsunęli, a on sam zaczął grzebać w kieszeniach, aż znalazł jakąś niewielką fiolkę i szybko wlał jej zawartość do ust blondynki. Po chwili ta uspokoiła się i opadła w ramiona szatyna. Ten ostrożnie ułożył ją na ziemi i spojrzał na ludzi, którzy z początku wpatrywali się w kobietę, ale po chwili zwrócili na niego nieufny wzrok.
- Spokojnie, obudzi się za jakieś pół godziny - odparł spokojnie Doctor, powoli zbliżając się do ludzi. - Zabierzcie ją w bezpieczne miejsce - dodał i podszedł do Amy. Popchnął ją w bok, z dala od ludzi, którzy próbowali bezpiecznie przenieść niewiastę do jej domu.
- Nie pomożemy im? - spytała Rudowłosa, odgarniając włosy za ucho.
- Poradzą sobie - stwierdził prędko Doctor i rozejrzał się wokół, jakby sprawdzał czy nikt ich nie podsłuchuje. Wokół nie było żadnego człowieka, ale mimo to mężczyzna nadal się rozglądał.
- Nikogo tu nie ma - odparła Amelia, próbując go pospieszyć. Mimo to on nadal się nie odzywał tylko nachylił ku niej.
- Drzewa mają uszy - szepnął i skoczył w las, znajdujący się nieopodal. Od razu jednak wrócił z niewielkim uśmiechem. - Czysto - powiedział już normalnym głosem, a tym razem to dziewczyna się ku niemu nachyliła, oczekując wyjaśnień. - Ta kobieta miała te same wizje co my. To znaczy nie identyczne, ale polegające na tym samym. Widziała swoje największe błędy i lęki. Dlatego tak dygotała. Władcy Czasu ledwo dają czemuś takiemu radę, a co dopiero ludzie. Powinniśmy stąd iść, ale...
- Musimy zobaczyć skąd to się bierze - przerwała mu Amy, przełykając ślinę.
- No nie wiem, to bardzo niebezpieczne.
- Jeśli nie dowiemy się dlaczego ludzi to spotyka, możemy dostać tego samego - zaważyła dziewczyna, a Władca Czasu pokiwał głową, unosząc kąciki ust.
- Moja Amelia. Jesteś niesamowita - odparł i szybko pocałował ją w czoło. Potem pobiegł za ludźmi do wioski, a jego towarzyszka ruszyła za nim, próbując nieudolnie dorównać mu kroku.
- Masz długie nogi - zażartowała i oboje się zaśmiali. Poczuli nagle, że dawne czasy powoli wracały. Kiedy to każda sytuacja miała dobre i zabawne strony, a oni kpili sobie z niebezpieczeństwa. Cieszył ich ten fakt. O to im przez cały czas chodziło. Żeby było jak dawniej. Oczywiście oboje też wiedzieli, że to co się wydarzyło nadal pozostanie w ich pamięci. Chociaż zapewne wiele by dali, żeby o tym zapomnieć.
Już po chwili znaleźli się w pobliżu chaty kobiety. Odczekali, aż wszyscy ludzie zostawią ją z rodziną i podbiegli bliżej, żeby zapukać. Otworzył im chłopiec z wesołymi, błyszczącymi oczami. Doctora uderzyła myśl o Lydii, ale odgonił ją najszybciej jak potrafił. Czyli wcale. Dziecko zamrugało parokrotnie, ale nie raczyło się odezwać. Władca Czasu już chciał coś powiedzieć, ale ze środka wydobył się czyiś łagodny krzyk:
- Ethan! Co ja ci mówiłem? Nie otwieraj drzwi obcym - wtedy koło chłopczyka pojawił się prawdopodobnie jego ojciec, a on schował się za nim. mężczyzna miał jasne włosy i nieprzyjemny wyraz twarzy. - Czego państwo chcą? - spytał podejrzliwie, umiejętnie zasłaniając wnętrze mieszkania. 
- Pomogłem pana... - zaczął Doctor, ale nie był pewna kim dla stojącego przed nim mężczyzny była uratowana przez niego kobieta. Spojrzał na Amy przelotnie, ale nie musiał się długo zastanawiać.
- Siostrę. Alma jest moją siostrą - dokończył za niego wysoki blondyn. Wydawał się być zmartwiona.
- Chcieliśmy zobaczyć jak się czuję - powiedział szatyn, a po chwili namysłu dodał: - i zadać parę pytań.
Mężczyzna zaprosił ich do środka ruchem ręki. Dom składał się tylko z dwóch pomieszczeń. W jednym z nich właśnie się znajdowali. Był dosyć duży, ale wydawał się mniejszy przez dużą ilość mebli i przyrządów, które się w nim znajdowały. Była tam między innymi dość prymitywna kuchnia, jakaś prowizoryczna broń, stół z krzesłami i parę łóżek. Do tego tuż pod sufitem była platforma, na której było pełno siana. Zapewne było to pożywienie dla zwierząt, bo Doctor i Amy zdążyli już zauważyć, że prawie każdy tutaj ma co najmniej jednego konia i jakieś mniejsze stworzenia typu króliki. Na jednym z łóżek leżała Alma, wciąż nieprzytomna. Władca Czasu podszedł do niej i zbadał ją śrubokrętem.
- Nic jej nie jest - stwierdził i zwrócił się do jej brata. - Możemy chwilę porozmawiać? - zapytał, a mężczyzna przytaknęła i zachęciła ich, żeby usiedli przy stole.
- Co chcecie wiedzieć?
- Przede wszystkim jak się pan nazywa? - zaczął Doctor i uśmiechnął się nieznacznie.
- Po co panu potrzebna jest ta informacja? - odparła podejrzliwie blondyn, a Amy odruchowo przekręciła oczami. Mimo to starała się być miła.
- Po nic. To pytanie było z grzeczności - stwierdziła, opadając na oparcie krzesła. Mężczyzna spojrzał na nią, jakby przed chwilą się nie odezwała, tylko kogoś zabiła. Ona uniosła lekko brwi i zwróciła wzrok na swojego towarzysza. Potem blondyn spojrzał na Doctora zadając nieme pytanie, ale on tylko zamrugał kilka razy.
- Przepraszam, czymś Pana uraziliśmy? - spytał spoglądając ukradkiem na Amy.
- Nie, nieważne. Więc skoro to nie ma znaczenia, wolę nie ujawniać swojego nazwiska.
Doctor westchnął, ale uśmiechnął się.
- Dobrze, jak Pan uważa. W każdym razie chciałbym się spytać co się działo z pańską siostrą w ostatnim czasie? - powiedział, a mężczyzna spojrzał niespokojnie na jasnowłosą kobietę.
- W zasadzie często znikała wieczorami. Zaczynałem się o nią martwić, ale zapewniała, że wszystko jest w porządku - relacjonował blondyn, a Doctor wraz z Amy kiwali co chwilę głowami. - Raz zobaczyłem ją z jakimiś dziwnymi ludźmi. Dała im pieniądze. Widziałem jak brali od niej sakiewkę.
- Wiesz kto to był? - spytała Amy, a mężczyzna znowu dziwnie na nią spojrzał. Doctor ściągnął brwi, ale powoli zaczynał rozumieć jego zachowanie.
- Wydaję mi się... W sumie jestem pewien, że to byli członkowie tej sekty - Władca Czasu nachylił się ku niemu zaciekawiony i dał znak ręką, żeby kontynuował. - Praktycznie wszyscy w mieście się ich boją i starają się do nich nie zbliżać. Dlatego, aż tak zmartwiło mnie zachowanie Almy. Zwykle starała się nie wyróżniać z tłumu. Może oni jej grozili?
- Wątpię - odparł szybko Doctor i chwilę starał się pozbierać fakty w jedną całość. Tymczasem Amy ziewnęła zakrywając usta ręką. Szatyn przeczesał sobie włosy i rozejrzał się wokół. - Moglibyśmy tutaj przenocować? Na tym sianie na przykład - wskazał na platformę pod sufitem. Blondyn mierzył go chwilę podejrzliwym wzrokiem, ale w końcu przystał na tę prośbę i sam udał się do jednego z łóżek. Doctor przepuścił swoją towarzyszkę przodem i wszedł tuż za nią po drabinie na górę.
- Uważaj na głowę - powiedział cicho schylając się pod niskim sufitem. - Wprawdzie to nie najwygodniejsze łózko, ale jest cool, nie uważasz? - dodał i oboje się zaśmiali. Amy usiadła na brzegu ze zwieszonymi nogami. Spojrzała w dół. Wprawdzie było tam do ziemi zaledwie około trzy metry, ale i tak się uśmiechnęła.
- Wyjątkowo się z tobą zgodzę, to jest cool - odparła i położyła się na sianie. - Zresztą, jest całkiem wygodnie.
Doctor też się położył i spojrzał na Rudowłosą.
- Jak uspokoić TARDIS, kiedy w coś uderzy? - spytał nagle, a ona wybuchła nie za głośnym śmiechem.
- Teraz? - spytała patrząc na niego z nutką niedowierzania i rozbawienia.
- Ostrzegałem - powiedział szatyn z kolejnym zwycięskim uśmiechem na twarzy, który zniknął równie szybko co poprzedni.
- Przeciągamy... Nie! Najpierw klikamy pięć zielonych przycisków, kolejno od najmniejszego do największego. Potem robimy trzy kroki w prawo i dopiero wtedy ciągniemy za najdłuższą dźwignię. Wtedy wszystko powinno się unormować. Jeśli nie... - Amy chciała tłumaczyć dalej, ale Doctor zakrył jej usta ręką i zrobił minę obrażonego dziecka.
- Za dobrze ci idzie - zażartował, a dziewczyna odepchnęła jego rękę od swojej twarzy. Zaśmiała się i z powrotem podniosła. Spojrzała na śpiącego blondyna,który cicho pochrapywał.
- O co mu chodziło? - zapytała, ściągając brwi. - Czemu tak na mnie patrzył? - Doctor też wrócił do pozycji siedzącej i spojrzał w tę samą stronę, a potem smutno na Amy.
- Wydaję mi się, że tutaj kobiety mają mniej praw. No wiesz, tak jak w waszej starożytności. Nie mogą zabierać głosu bez zgody swojego męża, brata, kogokolwiek - wytłumaczył powoli i przeczesał włosy ręką. - Mało feministyczna ta planeta.
- Masz racje - odparła dziewczyna nieźle zdenerwowana. - To takie idiotyczne! Mogę mówić co chcę i kiedy chcę - stwierdziła, a Doctor objął ją ramieniem.
- Oczywiście, moja droga. Po prostu nie zwracaj na to uwagi. Nie zabawimy tu nawet kilku dni - pocieszył ją. - Rozwiążemy tę sprawę i się zbieramy. Chcesz to pokażę ci pewną planetę, na której mężczyźni są mniej ważni od kobiet.
- Nie, dzięki - odparła dziewczyna rozweselona. - Ja bym odwiedziła jeszcze raz jakąś, na której już byliśmy.
- Chyba nie tę z aniołami? - spytał szatyn śmiejąc się cicho. Amelia zrobiła to samo. Wtedy to wszystko wydawało się przerażające, a teraz normalnie z tego żartowali.
- Pamiętasz jak mnie ugryzłeś? - przypomniała mu, a on wyszczerzył się, ukazując białe zęby.
- Mogę jeszcze raz - zaśmiał się i rzucił w stronę Rudej, ale zamiast ją gryźć, zaczął ją łaskotać. Ona zaś zaczęła się śmiać bez opamiętania i próbowała odepchnąć go od siebie. Uspokoili się dopiero gdy z dołu mężczyzna krzyknął do nich, że mają się uspokoić. Zagroził też, że wyrzuci ich z domu, więc od wtedy zaczęli zachowywać się ciszej.
- To był ogólnie bardzo ciekawy dzień - odparła Amy po krótkiej ciszy i uśmiechnęła się pod nosem. Przypomniała jej się każda sytuacja, która się wtedy wydarzyła. Włącznie z ich pocałunkiem. Na to wspomnienie uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a Doctor patrząc na nią uniósł wysoko brwi.
- Co cię tak śmieszy? - zapytał, ale w końcu sam zdał sobie sprawę o co chodzi i zrobił to samo co dziewczyna. - Zabawne. Mieliśmy o tym zapomnieć, a teraz się z tego śmiejemy - odparł.
- Może to powtórzymy? - Amy powiedziała to bardzo cicho i pozwoliła kosmykom jej długich włosów opaść na twarz. Doctor rozszerzył usta i zastanawiał się co odpowiedzieć, kiedy Rudowłosa zaśmiała się cicho. - Żartowałam - powiedziała, ale Władcę Czasu to nie śmieszyło. Uniósł tylko kącik ust, żeby nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Westchnął i poprawił sobie muszkę.
- Wiesz co powiedziała mi Lydia na samym początku? - spytał, a Amy odebrało mowę. Przełknęła ślinę i poczuła, że łzy napływają jej do oczu na samo wspomnienie tamtego miejsca. To było zbyt świeże, żeby z tego żartować i stracili zdecydowanie zbyt wiele. Na szczęście szatyn nie wyglądał jakby chciał żartować. Amelia kiwnęła głową na znak, że chce wiedzieć i szybko przetarła twarz rękawem. Uśmiechnęła się krzepiąco, ale bardziej dla siebie niż dla Doctora. - Pytała się dlaczego tak bardzo zależy mi na wydostaniu się z tamtego więzienia. Powiedziałem, że muszę pomóc komuś ważnemu i on na mnie liczy. Zapytała mnie wtedy o coś do czego bałem się przyznać, ale teraz jestem tego pewien. Spytała się czy kocham tę osobę, na której tak mi zależało - przerwał na chwilę i spojrzał kątem oka na Amy, która chyba chciała mu przerwać, ale powstrzymał ją ruchem ręki. - Poczekaj chwilę. Daj mi skończyć. Potem wytłumaczyłem jej, że to tak nie działa, na co ona odpowiedziała krótko i mądrze. Krótkie odpowiedzi są najmądrzejsze. Odparła, że skoro kogoś kocham to powinienem o niego walczyć. To było najinteligentniejsze dziecko jakie spotkałem, bo miało rację.
Po tych słowach spojrzał niepewnie na Amy, która wpatrywała się w niego nie dowierzając.
- Rozumiem, że tą osobą jestem ja - powiedziała czując suchość w ustach. Zdała sobie wtedy sprawę, że nie wie co czuje do Doctora. Wiedziała natomiast, że było za wcześnie. Zdecydowanie. Nie potrafiła jeszcze całkiem zapomnieć o Rory'm. Władca Czasu myślał chwilę, oddychając szybciej, aż w końcu przytaknął i chciał zacząć się już jakoś tłumaczyć. Czekał zbyt długo. Zupełnie jak mała Amelia. Nie mógł tego zepsuć. Nie mógł tego tak zostawić. Jednak nie dane mu było nic powiedzieć, bo na zewnątrz rozległ się głośny krzyk. Tym razem męski. Szatyn zjechał po drabinie w dół, a dziewczyna pobiegła za nim, wciąż lekko wstrząśnięta.
________________________________________________
Aaaaagh, jakoś mi się sam koniec w ogóle nie podoba, ale już trudno. Jak na razie to wprowadzenie do kolejnej... części. Czegoś takiego. Tak czy siak, w kolejnych rozdziałach powinno zacząć się dziać dość dużo. Więcej akcji i takie tam. Mam nadzieję, że nowy rozdział nie będzie znowu opóźniony. W każdym razie pozdrawiam tych co to czytają! :))

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 13


Przepraszam, że tak długooo, a na dodatek ten rozdział jest po prostu słaby :c Brakuje mi strasznie czasu i wydaję mi się, że kolejne rozdziały też mogą pojawiać się z opóźnieniem. Mam jednak jako taki pomysł co się może dziać dalej, więc mam nadzieje, że przeżyjecie te wypociny niżej i z większą przyjemnością będziecie czytać dalej. Ogólnie strasznie by mi zależało na jakichkolwiek komentarzach, bo wciąż nie wiem co robię źle, a co dobrze, a od tego są w końcu portale takie jak wattpad. Żaby się uczyć, więc liczę na was :D
 Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że jeszcze nie wszyscy stąd uciekli :)
________________________________________________________________
    Minęły około dwa miesiące od tamtego dnia. Doctor powoli wracał do siebie i z powrotem był wesołym i dziwnym kosmitą. Tylko często nocami nawiedzały go koszmary. Tłumaczył to sobie nadmiarem myśli. Amy natomiast próbowała się coraz częściej uśmiechać. Raz jej to wychodziło, raz nie. Czasem była po prostu jakby nieobecna. Jednak zdarzało się to coraz rzadziej, co niezmiernie cieszyło Władce Czasu. Starał się ją pocieszać, ale jak tylko poruszał temat śmierci Rory'ego, kończyło się na tym, że dziewczyna nie chciała o tym rozmawiać i zaczynała mówić o czymś innym. W sumie Doctor zastanawiał się czemu tak go to interesuje, ale nie mógł się oprzeć, żeby nie próbować poznać prawdy. W końcu jednak dał za wygraną, licząc, że Rudowłosa sama mu ją wyzna. 
    Tego dnia Doctor majstrował przy panelu TARDIS, kiedy ujrzał w drzwiach zaspaną jeszcze, ale uśmiechniętą Amy. Podeszła bliżej i oparła się o obiekt pracy szatyna.
- Jakie plany na dzisiaj? - zapytała, ziewając, na co mężczyzna także lekko się uśmiechnął. 
- W sumie... - chciał już zaproponować jakąś bardziej malowniczą planetę, ale przerwał mu telefon stojący koło niego. Odebrał prędko, mówiąc krótkie 'halo'. Uśmiechnął się szerzej, słysząc znajomy głos w słuchawce. Amelia patrzyła na niego zaintrygowana. Ostatni raz kiedy dzwonił to urządzenie, odebrał od niej Winston Churchill. Nic już nie mogło ją zadziwić. Podążała krok w krok za Doctorem, kiedy to on przytakiwał pospiesznie na słowa osoby po drugiej stronie. W końcu on się zatrzymał, a ona omal na niego nie wpadła. 
- Więc mówisz, że masz dwa bilety na wasz koncert? O, za darmo? - powiedział Władca Czasu, przeczesują ciemne włosy. Z zadowoleniem zauważył, że Amy, aż podskakuje z podekscytowania. - No to widzimy się na koncercie. Mam nadzieję, że pozwolisz mojej znajomej na spotkanie. Na pewno się ucieszy - dodał i się rozłączył. Odwrócił się, wpadając na dziewczynę. 
- Kto to był, Doctorze? - zapytała, poprawiając mu przekrzywioną muszkę. 
- Nie wolisz mieć niespodzianki? - zażartował, ale wiedział, że jak nie powie jej teraz, źle to się dla niego skończy. - Dobrze, dobrze. Lubisz Beatlesów? - nie mógł powstrzymać śmiechu, kiedy zobaczył zaskoczenie na jej twarzy. 
- Naprawdę jedziemy na koncert Beatlesów? Tak na żywo? W latach sześćdziesiątych?! - pytała szybko dopóki nie zaczęła się śmiać i podskakiwać w kółko. Doctor patrzył na nią szczęśliwy. Był prawie pewien, że w tamtym momencie nie myślała o przykrościach, które ją spotkały. Niezwykle go to uspokajało. Szczerze bał się, że Amy nie będzie już taka sama po stracie Rory'ego. Była, ale widział, że w głębi cierpiała. Na to jednak nic nikt nie mógł poradzić. 
- Do tego ich poznasz - dodał, puszczając do niej oko, po czym wskazał na drogę do jej pokoju. - Leć się przebrać. Tym razem nie wypuszczę cię stąd w piżamie. 
- Tak jest - odparła Amy i pobiegła do swojego pokoju. Doctor nie miał zamiaru ubierać czegokolwiek innego, niż nosił zawsze, więc tylko czekał. Kiedy dziewczyna pojawiła się w pomieszczeniu, ubrana w jasną koszulę i prostą spódnicę do połowy ud, uśmiechnął się szerzej. - Wyglądam dość jak dziewczyna z lat sześćdziesiątych? - zapytała, obracając się wokół. 
- Oczywiście - zapewnił Doctor, nie mogąc się nadziwić jak bardzo nie przypominała typowej samej siebie. Nie dość, że zwykle ubierała się zupełnie inaczej, to jeszcze zmieniła swój codzienny makijaż. Teraz bardziej skupiał się na oczach, przez co jeszcze bardziej zwracały na siebie uwagę. Szatyn już chciał jakoś ją skomplementować, ale powstrzymał się, przypominając o Williamsie i odpalił TARDIS. - Więc czas wyruszyć na koncert, bo się spóźnimy - zażartował z ich pierwszego spotkania. Amy zrozumiała i zaśmiała się. Nie miała mu już za złe, że wrócił dopiero po dwunastu latach. Złapała się barierek, żeby nie upaść kiedy maszyna będzie się przemieszczać. Nie trwało to długo i już po chwili mogli wyjść na zewnątrz, tuż na sam koniec kolejki prowadzącej do wielkiego budynku, w którym miał grać zespół. Ruda już chciała ustać na końcu niezwykle długiego rzędu ludzi, ale Doctor pociągnął ją za rękę obok, w akompaniamencie oburzonych jęknięć. Nawet na nikogo nie patrzył. Pokazywał wszystkim tylko swój psychiczny papier. Już po chwili odebrali bilety od jakiegoś faceta, znanego tylko Władcy Czasu i znaleźli się w środku. 
- Z tobą wszystko jest prostsze - stwierdziła dziewczyna i złapała go pod ramię. 
- Wiem - odparł Doctor wzruszając ramionami. - Chodź, zajmiemy miejsca blisko sceny, ok? - zapytał, na co Amy ochoczo przytaknęła. Po krótkiej naradzie Władca Czasu poszedł po jakieś napoje i przekąski, a dziewczyna postanowiła zostać na miejscu. Mieli jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia koncertu. 
  Spoglądała z uwagą na scenę, na której muzycy powoli zaczynali przygotowywać się do koncertu. Siedzieli w kółku i strojąc instrumenty, wesoło rozmawiali. Nagle kątem oka dziewczyna zobaczyła jakiś ruch w górze. Spojrzała w tamtą stronę, ale nic już tam nie było. Potrząsnęła lekko głową, uznając, że jej się przywidziało. Z zamyślenia wyrwał ją śmiech Doctora, który żartował z kamerzystą. Szybko jednak skończył rozmowę i podbiegł do niej. Dał jej jedną butelkę i uśmiechnął się.
- Oranżada - powiedział uradowany i wypił parę łyków swojego napoju. Amy postanowiła zostawić go sobie na później, bo nie była spragniona. 
- Znasz ich? Tak osobiście? - zapytała szepcząc i wskazując głową na zespół.
- Oczywiście - prychnął szatyn. - Znam bardzo wiele zespołów. Nie tylko tych starych - dodał i zaczął wymieniać wszystkie począwszy od lat sześćdziesiątych, co niezwykle rozśmieszyło Rudą. Doctor w końcu przerwał, widząc jej rozbawienie i sam zaczął się cicho śmiać. Nagle spod sufitu spadł jakiś worek pełen piachu. Runął na ziemie zaledwie metr od Johna Lennona. Amy pisnęła i odskoczyła do tyłu, a Doctor wskoczył na scenę i zaczął się rozglądać za sprawcą zdarzenia. Spojrzał w górę, gdzie jakieś stworzenie właśnie uciekało po metalowym belkowaniu pod sufitem. Domyślał się już co to mogło być. Przywitał się szybko z muzykami i spróbował jakoś wymijająco wyjaśnić co się właśnie wydarzyło. Potem zeskoczył ze sceny i stanął obok dziewczyny. 
- To był bardzo zabawny gatunek kosmitów. Żyją z wami na Ziemi od tysięcy lat, a wy nadal ich nie zauważyliście. Wprawdzie są bardzo słabo rozwinięte umysłową, w porównaniu z ludźmi. Trochę jak takie przygłupie małpy. Mimo to lubią sobie z was żartować - objaśnił i dopił swój napój. - Tak czy siak, jeśli nie chcemy stracić jednego z Beatlesów przed końcem ich działalności, musimy zwracać na nie uwagę. 
- Nie powinniśmy ich jakoś odgonić? - spytała zdezorientowana Amy, ale Doctor od razu zaprzeczył.
- Nie możemy. Mają takie same prawo do życia na tej planecie co wy. Poza tym zwykle nie są niebezpieczne. Po prostu czasem przesadzają z psikusami - wyjaśnił i uśmiechnął się. - Nie martw się i skup na występie, dobrze? 
Amy odwzajemniła uśmiech i zrobiła jak jej kazał. Koncert kończył się dopiero późnym wieczorem, a jako że Doctor razem ze swoją towarzyszką mieli zapewnione spotkanie z muzykami, wyszli stamtąd jeszcze później. Śmiali się i wygłupiali, żartując.
- Paul jest niezwykle romantyczny, nie uważasz? - zapytała Amy, szturchając Doctora lekko. Oboje wiedzieli, że to nie jest na poważnie. 
- Nie mnie oceniać - odparł szatyn, przeczesując rozczochrane włosy. - Za to Lennon zabawny - dodał na co oboje się zaśmiali, przypominając jego żarty. 
- To gdzie teraz? - powiedziała Rudowłosa, poprawiając swoją spódnicę. - Może się przebrać? - spytała z nadzieją, gdyż wolała swoje codzienne ubrania. 
- Tak też ci ładnie - stwierdził szybko Władca Czasu, ale szybko zdał sobie sprawę, że to mogło zabrzmieć jak podryw i podświadomie się odsunął. Jego pokrętna logika mówiła mu, że to może jej przypominać o Williamsie i starał się nie być ostatnio w żadnym stopniu romantycznym. Jednak Amy nie wydawała się z tego powodu zadowolona. 
- Nic mi nie jest, ok? - syknęła. - Radzę sobie, nie widzisz? Nie musisz mnie traktować jakbym była niestabilna emocjonalnie. Rory nie żyje, a moje użalanie się nad sobą go nie przywróci, więc staram się żyć normalnie. On by tego chciał, ale ty mi nie pomagasz - powiedziała na jednym wdechu, a Doctor spojrzał na nią nie kryjąc zdziwienia. Pokiwał głową ze zrozumieniem i spróbował się uśmiechnąć. 
- Więc jak bardzo chcesz się przebrać? - spytał przybliżając się z powrotem. 
- W sumie to może poczekać. Pod warunkiem, że masz pomysł na jakieś ciekawsze zajęcie.
- Żadnego. Może po prostu odpocznijmy? - spytał i zaczął już rozkładać swoją marynarkę na trawie. Usiadł na niej, a potem opadł na trawę, nie zważając, że pod głową ma tylko trawę i ziemię. Po chwili zauważył kątem oka, że dziewczyna siada obok niego. Wsparł się na łokciach i spojrzał na niebo.
- Czemu z tobą zawsze ląduję pod gwiazdami? - zapytał cicho i tak samo się zaśmiał. Mimo to Amy była w tym momencie niezwykle poważna. Położyła się obok niego i uśmiechnęła nieznacznie. 
- Nie mam pojęcia - odparła wpatrując się w niebo nad sobą. - W Paryżu było ich więcej - zażartowała, a Doctor udał obrażonego.
- Nie podoba ci się tutaj? - spytał z udawaną urazą. Wtedy jednak nagle spoważniał i podniósł się na łokciach. Nachylił lekko nad Rudą i spojrzał jej w oczy. - Proszę, Amy. Powiedz mi co się wtedy wydarzyło - głos miał tak, cichy, że dziewczyna ledwo go usłyszała. Nie wydawała się być zaszokowana tym pytaniem, ale przełknęła ślinę i zaczęła uciekać wzrokiem. 
- Doctorze, ale... - zaczęła nie patrząc na niego, ale on nie dał jej skończyć.
- Proszę, Amy, błagam. Martwię się - przerwał jej jeszcze ciszej. Ona patrzyła na niego przez dłuższą chwilę, a on pozwolił jej się spokojnie namyśleć. 
- Najpierw ty mi powiedz co się z tobą wtedy działo - powiedziała, a Doctor odsunął się i usiadł. Westchnął głośno, ale zamykając oczy próbował już sobie przypomnieć tamte wydarzenia, chociaż nie było to dla niego łatwe. Nie patrzył na nią kiedy zaczynał powoli opowiadać kolejne przejścia. Ona także usiadał i zbliżyła się, nasłuchując i wpatrując się w niego jak mała dziewczynka z zafascynowaniem słuchająca historii kogoś starszego. W sumie tak właśnie było.
   Na początku gdy z lekkim zażenowaniem opowiadał i swoim niewyjaśnionym poczuciu szczęścia kiedy był obok niej, Amelia lekko się uśmiechała i rumieniła. Była też lekko zdziwiona, bo spodziewała się czegoś krwawego, brutalnego, albo chociażby obciążającego psychicznie, a na razie to się takie nie wydawało. W miarę jednak jak opowieść Doctora posuwała się dalej, uśmiech schodził z jej twarzy, a szatyn zaczynał się od czasu do czasu jąkać. Mimo to dzielnie dobrnął do końca, kiedy to dziewczyna go obudziła. Nie zapomniał też w końcu jej za to podziękować. Spojrzał na nią uważnie. W jej brązowe oczy i znowu poczuł, że nie potrafi bez niej żyć, że nie chce nigdy jej opuszczać, ale szybko się odwrócił. Nie mógł. Nie teraz. Nie mógł jej kochać. 
- Więc moja kolej - stwierdziła Amy i zacisnęła ręce na trawie. Doctor dotknął ich lekko i pogładził je tak jak kiedyś. Teraz nie miał przy sobie żadnych maści, ale dziewczyna rozluźniła się nieco. Zamknęła oczy i wyrzuciła z siebie: - Ja go zabiłam.
_________________________________________________________
Jak myślicie? Co się mogło wydarzyć? 
I tak uważam to chyba za mój najgorszy rozdział i nie jestem z niego dumna w żadnym stopniu. Przynajmniej coś jest. Obiecuję, że kolejne będą na pewno lepsze, bo - jak już pisałam powyżej - mam już dość ciekawy pomysł na wydarzenia. 
Cześć i czołem, i do następnego!