czwartek, 5 maja 2016

Rozdział 15

   Amy i Doctor wybiegli z chaty, ale dziewczyna nie mogła się do końca otrząsnąć. Próbowała skupić się na problemie, ale w głowię cały czas miała słowa szatyna. Zamyślona prawie na niego wpadła, kiedy ten zatrzymał się przy mężczyźnie, który miał takie same objawy jak tamta kobieta, której pomógł wczoraj. Podał mu ten sam płyn, a on upadł i zasnął. Doctor wrócił do Amy i zaczął grzebać w kieszeniach marynarki. Wyjął jedną z fiolek pełnych substancji, którą podawał tym ludziom i wcisnął ją Rudowłosej. 
- Trzymaj to zawsze przy sobie - powiedział, dając nacisk na każde słowo. - Jeśli zobaczysz choćby jeden obraz w głowie, od razu to wypij. Całe.
Amelia kiwnęła głową na zgodę i obejrzała dokładnie przedmiot. Miał nieprzyjemny zielonkawo żółty kolor i nie pachniał za dobrze, ale w stu procentach ufała temu kosmicie. Schowała ją do kieszeni i zapięła ją, żeby fiolka nie wypadła. Spojrzała wtedy w oczy Doctora. 
- Porozmawiajmy o tym - powiedziała, przełykając ślinę, jednak szatyn odwrócił się tylko na pięcie i rozejrzał wokół. 
- Nie ma czasu. Po pierwsze jest środek nocy, a po drugie mamy inne zajęcia - odparł patrząc uważnie w jakiś zaułek. Nagle rzucił się w tamtą stronę, a Amy zaskoczona już chciała biec za nim, ale usłyszała jak rzuca za siebie, że ma tam zostać. Czekała chwilę zastanawiając się czy go posłuchać, ale oczywiście gdy tylko zniknął w ciemności ruszyła szybkim krokiem w te samo miejsce. Było tam całkiem ciemno, a umysł Amy od razu skojarzył to i przywołał wspomnienia z zamknięcia w budynku. W pierwszym odruchu dziewczyna chciała wypić płyn od Władcy Czasu i złapała ręką za kieszeń, ale zdała sobie sprawę, że to tylko zwykłe przypomnienie. Pokręciła głową i ruszyła dalej przez ciemność. Po chwili uderzyła o coś, a raczej o kogoś. Prawie krzyknęła, ale zdała sobie sprawę, że to Doctor. Szybko ją uspokajał i uciszał.
- Miałaś tam zostać - syknął koło jej ucha, najciszej jak mógł. 
- Ale nie zostałam - zripostowała Ruda i rozejrzała się wokół, chociaż nic nie widziała. - Co się dzieje? Coś zauważyłeś. 
Szatyn westchnął, a Amy mogła poprzysiąc, że wyczuła jak przewrócił oczami. 
- Zobaczyłem kogoś. Podejrzewam, że należy do tej sekty, o której mówił tamten mężczyzna - wyjaśnił i zjechał ręką po ramieniu dziewczyny, aż wyczuł jej palce i wplótł je między swoje. - Nie puszczaj mnie. To może być niebezpieczne - dodał i pociągnął ją lekko do przodu, a ona ruszyła za nim bez sprzeciwu. Chwilę przemierzali ciemności, dopóki Doctor gwałtownie się nie zatrzymał. Szepnął do Amy, żeby była cicho i stał dalej w bezruchu. Wtedy przed nimi, nieco z przodu dało się usłyszeć czyjeś przyciszone głosy. Pierwszy był bardzo niski i zdecydowanie męski. 
- Pani, trzeba zachęcić ich więcej - powiedział, na co kobieta westchnęła głośno i demonstracyjnie.
- Petro, nie mów mi o rzeczach oczywistych. Lepiej wymień ludzi, których przekonałeś dotąd.
- Philip i jego ojciec, który stracił żonę, Luis, którego brata faworyzuje macocha, Rose, której siostra umarła na gruźlicę... - Amy zwróciła uwagę, że Doctor mocniej ścisnął jej dłoń, na słowo "Rose". Odwzajemniła uścisk i spojrzała tam gdzie w jej mniemaniu powinna znajdować się teraz twarz jej towarzysza. Chciała, żeby wiedział, że jest przy nim. - ... i Alma, którą zostawił wybranek serca. 
- Nie jest źle, ale masz racje. Potrzeba ich więcej. W końcu zostało jeszcze dużo prób zanim nasz wynalazek będzie gotowy - nastała chwilowa cisza, a Doctor z Amy nieco się spięli. Słysząc oddalające się kroki, sami ruszyli dalej najciszej jak potrafili. 
- Masz ze sobą śrubokręt? - zapytała dziewczyna, na co Doctor odpowiedział tylko krótkim yhym. Nawet nie zauważyli kiedy zaczęło robić się coraz jaśniej. Wkrótce wyszli z uliczki, ale nadal trzymali się kurczowo za ręce. Rozglądali się nerwowo wokół. - Zgubiliśmy ich? - Doctor wzruszył ramionami i zastanowił się, gdzie prawdopodobnie mogli pójść. Do baru, między budynki czy w stronę rynku. Nie, nie i nie. W barze jest za dużo ludzi, między budynkami za mało miejsca, by się przecisnąć, a na rynku jest za jasno. Nagle go olśniło i spojrzał w górę. 
- Dachy... - szepnął i pociągnął Amy gwałtownie ku najbliższemu budynkowi i zrobił jej z dłoni podparcie na nogi. Dziewczyna patrzyła chwilę na niego, ale w końcu bez słowa postawiła na podstawce jedną stopę i z pomocą Doctora złapała za gzyms, żeby po chwili być już na niezbyt bezpiecznej powierzchni dachu. Wyciągnęła rękę ku swojemu towarzyszowi, który łapiąc ją także wdrapał się na górę. - Tym razem mnie nie puściłaś, hm? - powiedział i uniósł kącik ust, przypominając im obu jak przez Amelie spadł z drzewa. Tym razem jednak nie mieli za wiele czasu na rozmowy, więc znowu spletli dłonie, na całe szczęście, bo gdyby tego nie zrobili Amelia niechybnie ześlizgnęłaby się po śliskich dachówka. Potem ruszyli biegiem wzdłuż krawędzi dachów, ciesząc się, że budynki są tak blisko siebie. 
- Wiesz, w którą musimy iść stronę? - spytała w pewnym momencie Rudowłosa, a Doctor pokręcił przecząco głową, zaśmiał się i skoczył przez jak dotąd największą przerwę między budynkami. Amy prawie krzyknęła, zaskoczona i złapała drugą ręką ramię Doctora. Zamknęła oczy, a po paru sekundach poczuła jak ląduje po drugiej stronie, ale w tej samej chwili zjechała jedną stopą, ale Władca Czasu wciągnął ją z powrotem. Przeprosił ją cicho i poprawił jej włosy.
- Czasem zapominam, że jesteś człowiekiem - odparł smutno. Amelia zmarszczyła brwi. 
- Przecież to prawie to samo co Władca Czasu. Tylko w takiej uboższej wersji - powiedziała, uśmiechając się nieznacznie. Szatyn poczochrał jej rudą burzę włosów i odwzajemnił uśmiech. 
- Jest w tym coś - stwierdził i tym razem wolniej pociągnął dziewczynę za sobą. W końcu usłyszeli coś przed sobą i stanęli bez ruchu. Jacyś ludzie weszli po kolei do budynku przez wejście w dachu. Budowla nie była zwykłym domem. Mierzyła kilka metrów więcej i miała zupełnie inny kształt. Trochę jak świątynia. Stylem nie pasowała do otaczających ją drewnianych domostw. W całości była zbudowana z kamienia, w wielu miejscach rzeźbionego. Dach budynku znajdował się dobry kawałek nad Doctorem i Amy, więc zrobili to samo co przy wchodzeniu na dach. 
- Jak my tam zejdziemy? - zapytała dziewczyna spoglądając przez okno, którym weszli tajemniczy ludzie. Doctor wzruszył ramionami, ale Rudowłosa zdała sobie sprawę, że robił to dość często, nawet jak miał jakiś pomysł. Teraz właśnie zaczął się powoli spuszczać z krawędzi dziury w dachu. Amy podeszła i złapała go mocno za dłonie, żeby nie spadł. 
- Czuję się jak w Królu Lwie - zażartowała, a Doctor przekręcił głowę w bok nie rozumiejąc. Dziewczyna zaśmiała się jeszcze raz. - Jak wrócimy już bezpiecznie do TARDIS to obejrzymy - odparła, na co Władca Czasu uśmiechnął się szeroko, ale zaczynały go już boleć ręce, więc zaczął szukać oparcia dla stóp. Nagle natrafił na to czego szukał. 
- Wiedziałem! Tutaj w każdym budynku jest taka platforma, jak ta na której mieliśmy dzisiaj spać - powiedział, a Amy poczuła nagły przypływ zmęczenia, spowodowany brakiem snu. Dotąd adrenalina związana z pościgiem nie pozwalała jej tego odczuć. Kiedy szatyn stał już pewnie na drewnie puścił się. Rudowłosa też zaczęła się opuszczać na ramionach, mimo że wysokość na jakiej się znajdowała przyprawiała  ją o mdłości. Zaczęła machać nogami, aż nie wyczuła podłoża. Potem poczuła na talii dłonie Doctora. Puściła się i opadła prosto na platformę. 
- Poradziłabym sobie - powiedziała odsuwając od siebie mężczyznę. Nie wiedziała czemu to zrobiła, ale nie chciała jeszcze bardziej się do niego zbliżać. Może po prostu nie była gotowa. Ruszyła do przodu, nie odwracając się, tylko skupiając na otoczeniu. - Co powinniśmy teraz zrobić? - zapytała, ale nie uzyskała odpowiedzi. Wtedy dopiero spojrzała na Władcę Czasu. Wyglądał na mniej wesołego niż wcześniej, ale starała się nie zwracać na to uwagi. Doctor pokręcił głową, uśmiechnął się sztucznie i podszedł do niej na bezpieczną odległość. 
- Wydaję mi się, że musimy dowiedzieć się co tu się dzieje - odparł i rozejrzał się dookoła. - Nie może to być takie trudne. Budynek jest większy niż inne w miasteczku, ale też nie ogromny. Spójrz na dół, ma tylko jedno pomieszczenie - dodał i usiadł na brzegu. Tuż pod nimi zebrała się cała grupka dziwnie ubranych ludzi. Wszyscy mieli na sobie długie, czarne płaszcze z kapturami. Amelia usiadła obok szatyna, żeby lepiej widzieć co tam się dzieje. Nic szczególnego się nie działo, dopóki jedna z postaci nie wyjęła zza płaszcza sakiewki. - Alma dała im taką samą. Może nie ma w niej pieniędzy? Nic stąd nie słychać - Doctor przeklął pod nosem po Gallifreyańsku i spojrzał wokoło, szukając drabiny. Kiedy ją ujrzał pobiegł w jej stronie i zaczął pospiesznie schodzić w dół. Amy ruszyła za nim. Osoby stojące na dole zauważyły ich dopiero gdy Władca Czasu wyrwał jednemu z nich z ręki woreczek. Rzeczywiście w środku nie było monet, a pęk włosów.  Były ciemne, więc nie mogły należeć do dziewczyny, którą spotkali. Postacie stojące przed nimi nic nie powiedziały, ale jedna z nich dotknęła ramienia Doctora, paraliżując go. Szatyn przez chwilę dygotał, ale po chwili opadł na ziemie. Wyglądał jakby poraził go prąd. Amy odruchowo cofnęła się o parę kroków, ale szybko się opanowała i wystąpiła do przodu. 
- Co mu zrobiłeś? -spytała pewnie, ale spokojnie. Pokazywanie strachu bądź złości nigdy nie kończyło się dla niej dobrze, więc starała się mówić beznamiętnym tonem, chociaż bała się o Doctora. Stwór odwrócił się w jej stronę, ale nic nie odpowiedział. Wyciągnął tylko szarawą rękę, a ona gwałtownie odskoczyła do tyłu. Jednak mimo swoich starań, poczuła zimny dotyk na karku. Zlękła się i od razu próbowała wyrwać. Jednak jakkolwiek, by się nie starała, czuła się jakby była przyklejona do postaci na mocny klej. Ku jej zdziwieniu nie poczuła porażenia prądem, ani niczego tym podobnego. Zamiast tego nagle zdała sobie sprawę, że nie może się ruszyć. Jakby była sparaliżowana. Osobnik zaczął prowadzić ją do rogu pomieszczenia. Dziewczyna potrzebowała chwili, żeby zdać sobie sprawę, że porozrzucane wokół kości są ludzkie. Spanikowała wtedy i już chciała zacząć wołać szatyna, ale szybko się powstrzymała. Gdyby mógł już by jej pomógł. Pozwoliła się posadzić na dość dużym fotelu, podobnym do tych, które mają w statkach kosmicznych. Jęknęła cicho, kiedy siedzisko automatycznie zamknęło jej nadgarstki na oparciach dla rąk. Poruszyła się niespokojnie i spojrzała na tajemnicze stworzenia. Czym mogły być? Kosmitami, robotami...
- Zostawcie ją - powiedział stanowczy głos Władcy Czasu, który chwiejnie stawał na nogach. - Jesteście hologramami, prawda? Ha, wiedziałem! Przejrzałem was i wasz bezsensowny plan! - mówiąc to oparł się o oparcie fotela. - Testujecie możliwość wymazania sobie pamięci? W końcu to, że jesteście tylko projekcjami nie znaczy, że nie chcecie czasem zapomnieć... Każdy tego chce - Lekko łamał mu się głos, ale kontynuował nie patrząc na Amy. - Tylko problemem wytrzymałość. Pewnie straciliście już wielu swoich i postanowiliście testować tę maszynę na biednych mieszkańcach wioski. Tylko, że oni nie reagowali lepiej. Potrzeba do tego naprawdę dużej skazy na psychice, jeśli się nie mylę - wstrzymał się chwilę, oczekując odpowiedzi. Każda postać pokiwała powoli głowami. - Nie będę tego tępić, bo sam bym się o to pokusił. Może nawet to zrobię - Amelia spojrzała na niego przerażona.
- Zwariowałeś? - spytała. Poczuła się jak spoliczkowana. Opanowany i zawsze trzeźwo myślący Doctor, jej Doctor, teraz zachowywał się jakby nie zdawał sobie sprawy co mówi. Teraz prosił postacie o chwilę czasu. Kucnął przed Amy kładąc jej ręce na kolanach. Chciał coś powiedzieć, ale ona mu przerwała. - Co ty sobie myślisz? Że niby zaczniemy tak po prostu żyć bez wspomnień. Przecież nawet nie będziemy pamiętać co razem przeżyliśmy! - prawie warknęła. Była podenerwowana i chciała jak najszybciej przemówić swojemu towarzyszowi do rozsądku. Złagodniała dopiero gdy zwróciła uwagę na jego stare, doświadczone, ale i niezwykle smutne oczy. Te, które tak kochała. 
- Możemy manipulować tą maszyną. Zapomnimy tylko to czego będziemy chcieli - zaczął tłumaczyć, odwracając wzrok. - Amy, proszę. Zaufaj mi. Ja... Potrzebuję tego - szeptał, ale Rudowłosa już kręciła przecząco głową. 
- Nie tym razem - powiedziała smutno. - Nie myślisz trzeźwo. Jesteś zaślepiony możliwością, że mógłbyś przestać cierpieć. Ale cierpi każdy. Nie tylko ty czy ja, a każdy, nawet najmniejszy, ból kreuje nasz charakter i to jacy jesteśmy teraz. Nie możemy tak po prostu odtrącić części siebie samych. 
Amy widziała to po nim. Wiedział, że ma racje, ale i tak nie potrafił na nią patrzeć. 
- Wypuść mnie. Teraz - zaproponowała cicho, nachylając się do jego ucha, a on posłuchał. Jak zahipnotyzowany wstał i z pomocą śrubokrętu odblokował ręce dziewczyny. Ona też się podniosła i objęła szatyna lekko. - Jesteśmy w tym wszystkim razem, pamiętasz? Może nie przeżyłam tyle co ty, ale wiem co się czuje tracąc bliskie nam osoby. Przemów tym projekcją do rozsądku, a potem wracajmy do TARDIS.
Władca Czasu pokiwał tylko głową, puścił ukochaną i odwrócił się do stworzeń. 
- Ta tu panna Pond ma rację. Rozumiem was. Sam byłem oczarowany taką możliwością, ale nie możemy jej wykorzystać. 
Kilka hologramów popatrzyła po sobie, potem spuściła głowy i odkryła kaptury. Wyglądali jak szarawa i lekko rozmazana wersja ludzi. Ale się uśmiechali. Amy też uniosła kąciki ust i złapała swojego Doctora za rękę. 
- Pamiętajcie, że są jeszcze ludzie, dla których warto pamiętać. Dla których warto żyć - spojrzał na Rudowłosą i jej kasztanowe oczy. - To jak będzie? Koniec testów na mieszkańcach? Będę miał was na oku - dodał, a jedna z projekcji potwierdziła za wszystkich, że to się nie powtórzy. Doctor szybko zapomniał o porażeniu prądem, poklepał nowych znajomych po plecach i pożegnał się mówiąc, że miło było ich poznać. Wychodząc z budynku, z powrotem miał te charakterystyczne dla niego dziecinne iskierki w oczach. Objął Amy ramieniem i uśmiechnął się. - Do TARDISA? - zapytał, a ona przytaknęła. Nadal uważała, że nie potrafi w pełni przyjąć miłości jaką darzył ją Władca Czasu, ale postanowiła więcej go nie odtrącać. 
***
     Kiedy byli już w wehikule, dziewczyna zaczęła testować swoją wiedzę w praktyce i kiedy szatyn był w innym pomieszczeniu, przekręciła parę dźwigni, śmiejąc się przy tym pod nosem. Już rozumiała czemu Doctor tak kochał tą maszynę. Ona wydawała się w pełni ją akceptować. Sama była świadkiem, jak kiedy niektóre osoby próbowały jej dotknąć, ona burczała i zaczynała się trząść. Pod jej dotykiem tego nie robiła. Dopiero gdy zrobiła coś źle i TARDIS niespokojnie się poruszyła, w wejściu do pomieszczenia głównego pojawił się mężczyzna. Na początku był lekko przestraszony, ale po chwili zaczął się śmiać. 
- Chyba nie idzie ci tak źle - powiedział i podszedł bliżej. Nacisnął jakiś guzik, a wehikuł się uspokoił. Spojrzał na rozpromienioną twarz swojej towarzyszki. - Nie pamiętam już czy ktoś przed tobą potrafił poprowadzić tą staruszkę - po tych słowach poklepał panel, a on przyjemnie zamruczał. - Jeśli nawet to było dawno - dodał i próbował nie pokazywać, aż tak, że patrzy jej w oczy. Jednak wywołał tym tylko jej śmiech. 
- Nie potrafisz być dyskretny - stwierdziła i zaczesała ręką włosy do góry. Doctor przygryzł lekko wargę i jeszcze raz przebadał każdy cal jej twarzy. Od lśniących, rudych włosów, przez lekko zarumienione policzki i nieznacznie zadarty nos, po największe i najpiękniejsze oczy jakie widział. Pod wpływem jednego impulsu złapał ciepłymi dłońmi obie strony jej policzki i przysunął się bliżej, żeby móc ją pocałować, ale ona od razu utworzyła między nimi barierę ze swoich rąk. Nie odsunęła się, ale nie pozwoliła też zbliżyć mu się bardziej. Trwali w takiej pozycji chwilę, aż dziewczyna nie uniosła lekko podbródka i nie napotkała wzroku tych intrygujących, zielonych i przepełnionych miłością oczu, które widziała tak często, a którym przypatrywała się tak rzadko. Dlaczego po prostu od razu się nie odsunęła? Dlaczego taką przyjemność sprawiał jej ciepły dotyk na jej szyi i karku. Uśmiechnęła się nieznacznie do Doctora, ale powoli i spokojnie zrobiła dwa kroki w tył. Szatyn spojrzał w inną stronę i wciągnął powietrze.
- Amy, prze... - chciał się jakoś wytłumaczyć, ale ona od razu mu przerwała. Uderzyła lekko pięścią w ramię. Tak bardzo po przyjacielsku. Tak bardzo z dystansem. 
- Daj spokój, mieliśmy obejrzeć Króla Lwa, prawda? - spytała, a jej przyjaciel ochoczo przytaknął. Uśmiechał się, ale od środka coś rozrywało go na strzępki. 
- Dojdę do ciebie - powiedział, a dziewczyna nic nie mówiąc ruszyła do któregoś z pokojów. Po chwili był już sam w sterowni. Nawet się nie upewniał i uderzył pięścią w panel kontrolny, a potem jeszcze kopnął w niego z impetem. TARDIS nawet nie zaprotestowała. Oparł się o nią i zacisnął zęby. Bolało jak cholera, ale pomogło. Otrząsnął się, powtórzył w myślach, że jest debilem i ruszył śladem dziewczyny. 
_____________________________________________________________
Wow, siedem minut przed upłynięciem mojego czasu na nowy rozdział. xD Pewnie mówiłam to już wiele razy, ale teraz na prawdę wzięłam się za swój grafik i trochę go uporządkowałam, więc teraz powinnam pisać systematyczniej. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Tak przy okazji (Wiem, debil ze mnie) postanowiłam zacząć fanfiction o Matcie Smithie. Walić to, że nauki tak dużo, terminów tak dużo i piszę już to. Pisanie jest dla mnie czymś, czego nie chcę robić, a czego potrzebuję robić (o ile da się skonstruować w ten sposób zdanie [jest już zdecydowanie za późno xD]). Kiedy nie wystarcza mi jedno opowiadanie czuje konieczność rozpoczęcia kolejnego, mimo że przyjemnie pisze mi się poprzednie. Tak czy siak, pierwszy rozdział wstawię jakoś w tym tygodniu i szczerze liczę, że nie będę tam dawać rozdziałów po dwa tysiące pięćset słów, jak tutaj, ale ze mną nigdy nic nie wiadomo. Także do napisania! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz